Kochani zapraszam was na wspólne wyjazdy wiec tak.Kto jest chętny? Macie już plany na 2026 rok? 25 kwiecień 1 lipca spływ a raczej plyniecie Sup wzdłuż wybrzeża Amalfi Włochy. Intensywny ale bardzo piękna podróż dla aktywnych. 2 ) Od 1 czerwca do 8 czerwca marsz 153 km przez Beskidy ,Komańcza-Krynica Zdrój, ciekawy projekt dla tych którzy chce schudnąć i odswierzyc umysł. 3) Od 10 czerwca do 16 czerwca splyw Sup Wisła z Sandomierza do Warszawy .Ciekawe wyzwanie . =) 4) Od 1 lipca do 14 lipca spływ rzeką Jukon,duże wyzwanie na dzikiej rzece .Kto kocha dzikość, niedźwiedzie i wyzwanie w naturze i takie życie to polecam.Jestem tam zawodowym przewodnikiem. 5) Od 16 lipca do 1 sierpnia spływ ekstremum Big Salomon River ,4 osobowy zespół.zmierzy się z najdziksza rzeka Jukonu ,a dokładnie jej dopływem.Ci którzy naprawdę chcą poczuć tętno pierwotnej puszczy to polecam.To już wyzwanie dla zaawansowanych. 5) Od 20 sierpnia do 25 lipca spływ najdziksza rzeka w Polsce Bugiem na Sup.To powiazanie treningu mentalnego z aktywnością. 6) Od 4 września do 12 września marsz Głównym Szlakiem Beskidzkim jesienią przez Bieszczady ale i Beskid Niski.Dobry trening grupowy ,przygotowanie kondycyjne do większych wyzwań sportowych i nie tylko . Również polecam obóz sportowy w Holiday Golden Resort and Spa w lutym nad morzem gdzie wraz z trenerami biegów ultra oraz trenerka jogi będziemy się wzmacniać kondycyjnie przed nowymi wyzwaniami w tym roku.To kto jedzie?.Serdecznie zapraszam do kontaktu na pry .Marcin www.gienieczkoprojekt.pl #wyprawy #wyjazdydlaaktywnych #aktywni #beskidniski #glownyszlakbeskidzki #splywsup #Jukon #kanadawyjazdy #marcingienieczko #wisla2026 #wyzwania #obozsportowy #wyjazdyamalfi #amalfi #Włoch #Neapol #treningimentalne

 

 

Przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego w 11 dni

 Jestem w Wolosate z Stefanem Czerwińskim. Stefciem znamy się 23
lata .Stefan opłynął cały świat. Były II oficer na
kontenerowcach .Oprócz Australii był wszędzie .

To z Stefanem
płynęliśmy jachtem do Oslo po moje sanie w Arktykę. Stefan
wciągnął mnie w środowisko morskie. Dzięki niemu w sumie uczyłem
się w Szkole Morskiej .Jutro cel 47 km góra w dół…góra w dół.
Fajnie wrócić w miejsce gdzie wszystko się zaczynało. Taki
fajny trening po zdobycie zaufania do siebie.

Dzień 1 .47 km
,14,5 h Przejście z Wolosatego do Smerka .Pogoda idealna .Pięknie
księżyc oświetla drogę. Trochę podejść było. W nocy minus 2
stopnie Spotkałem faceta który szedł pieszo z Warszawy na Tarnicę.
Rozni są kosmici. Smerek odwiedzałem parę razy zima .Teraz jestem
w camperze. Każdy ma jakiś cel swojej wędrówki.Ja chce poprzez
ten marsz odbudować zaufanie do siebie. Mg

Drugi dzień mojego
marszu. 48 km od Smerek Wieś do Komańczy, 14,5 h marszu .Dziś
szlak dał mi mocno w kość. Uważam, że to najtrudniejszy i
najdzikszy etap. Tylko koło Cisnej spotkałem piechura ,który szedł
na Smerek. Okolo 12.40.bylem.kolo bacówki pod Honem. Od 16.30 byłem
w głębokim lesie .Bardzo ciemno i uważnie śledziłem track .Okolo
19.00.na szlak wyszły trzy wilk .Zacząłem krzyczeć i pobiegły w
las ale to dalo mi sily i zacząłem biec. Okolo 21.12 przyszedłem
do Komanczy .Przed Komancza szlaki się skrzyżowały. Generalnie
wstaje o 5 am o 6.15 am rozpoczynam marsz .Około 12.20.mam zawsze
15 minutową przerwę na jedzenie .Teraz od godziny smaruje sudcremem
oraz wazelina stopy .Dziś naprawdę jestem zmęczony. Dziękuje
wszystkim za kibicowanie .

Dzień trzeci.48 km
,13 h .Jestem w Iwonicz Zdrój

Wczoraj 8 listopad
dotarłem za Iwonicz Zdrój. 48 km w 13 h .Teraz cisnę od 5.30 am
dalej .Pada deszcz .Dzis bardzo ciężki dzień. Dzień nr 4.mg

Dzień nr 4 .Odcinek
zrobiony na dystansie Iwonicz Zdrój-Przełęcz Hablowska 28 km.
Bardzo malo. Miało być do Bartne ale decyzja taka że musiałem tu
zostać. Zaczęło padać i pojawiła się mgła. Kiedy wiązka
swiatla latarki pada na drzewa które są oznaczone to nic nie
widać- znakowanego szlaku .Oczywiście mam gps podręczny i
sprawdzam. Ale to zawsze zajmuje czas. W zegarku garmina też mam
mape ale zawsze mnie wkurza ona bo ciężko zauważyć track. Patrząc
jakie ciężkie jest w ciemności i mgle podejście od razu z
przełęczy Hablowskiej ,dużo błota gdzie można się poślizgać
,to spowodowało, że się zatrzymałem na przełęczy. Wstanę jutro
o 4.30 i 5.30 rozpoczęła marsz. Dziś do Chyrowej dotarłem o 11.50
,gdzie zagdalem z jednym życzliwym mieszkańcem. Później pobiegłem
…Około 17.15 gdzie byłem już w caperze , spotkałem ultra
biegaczy .Więc o sytuacji wiedzą. Będę ten stracony czas musiał
nadrobić. Moja logistyka jest taka,,że spotykam się w poszczególny
punktach z moim kolega. Wciągu 29 h przeszedłem Bieszczady .Beskid
Niski ma dużo błota. Znam teren dobrze bo w 2024 r zrobiłem
Lemkowyne Ultra na 150 km .Mając na uwadze ,że ciężkie jest
teraz podejście, deszcz I mgła więc trzeba rozsądkowo to
rozwiązać. Nigdy nie pisze jaki jest następny cel aby nie zapeszać
ale tym razem napisze .Jutro pragnę dostać się do Mochnaczki
Niżnej.To będzie bardzo ciężkie. Zobaczymy.

Dzień nr 5
.Przełęcz Halbowska, -Mochnaczka Nizna 57,6 km w 15 h I 55 minut
.Dziś trochę biegłem .Dwa razy pośliznąłem sie na wniesienia
Kozie Żebro. Zaliczyłem mały upadek. Od 17.00 wędrowałem w
totalnej ciemności. Można było dużo przemyśleć i ułożyć w
głowie. Dzięki Eryk Szuba mam bardzo dobry track ,jak nie widzę
znaków na drzewie to lecę z trackiem. Nadal jestem w grze a stawka
dość wysoka. Ciezko się idzie o tej porze roku …ale idę .Od
Ropek było dość przyjemnie .Za Krynica zmieniam buty na biegi
ultra w górach. Robię to bo mnie syn zmotywował. Fajnie czuć
radość przezywania .Mam na plecach 3 kg plecak sprzęt gopro ,3
latarki Mactronic i zero zwątpień .

Dzień 6 .Przejście
Mochniaczka Nizna -Retro. Przebyty dystans 40 km w 13 h. Jestem
totalnie zmęczony. Wczorajszy etap dał się mocno znać. Idąc
przysypiałem. Mam też, poważne problemy ze stopami( jak na
zdjęciu) Jutro zmieniam obuwie. Jestem naprawdę zmęczony. Kolega
Eryk Szuba pomaga mi etapowo zakończyć to wyzwanie.

Dzień nr 7,
12.011.2025. Odcinek Rytro -Przelecz Knurowska 53 km marsz biegu ,16
h .Około 21.36 Dotarłem do przełęczy w totalnych ciemnościach
.Brak było tam Internetu .Padł też agregator. Stop jak na zdjeciu.
Moj mental …bol to tylko wyobraźnia .On nie istnieje. Zmieniłem
buty na obuwie trail ultra Scarpy. Nie jest wesoło ale walczę.
Nigdy się nie poddaje. Dziś wędrówka w stronę Rabki Zdrój.
Pogoda dobrą .W nocy minus 3 ….

Dzień nr 8 Przelecz
Knurowska -Bystra Podhalańska ,40 km godzina 18.48 ,rozważam dwie
opcje przespać się 4 h i isc dalej lub teraz iść do schroniska
i uderzyć szybko ażeby zrobić w stylu sportowym na maksa. Stopy
,pęcherze przekute maść trybiotyk i do przodu. Płynąc w 2015 r
Amazonką na czas miałem larwę w szyj .To samo stosowałem. Tym nie
przejmuje się. Ludzie chorują na raka i to jest problem. Błąd
popełniłem w obuwiu do Krynicy Zdrój, wyjaśnię po całym tym
napieraniu . Nie jestem amatorem .Kończyłem wiele ultra również
150 km Lemkowyne ale wiem że jest listopad paskudny .Wziąłem buty
które w sumie dały mi dystans dobry ale trochę przegiąłem w
zabawę. Na zdjęciu dwa buty .W sporcie i eksploracji najważniejsza
jest determinacja. Dziś było przyjemnie i szybko .Do końca 130
km….keep going never stop. Wiem jedno wędrówka o tej porze to
inna bajka .

Dzień nr 9

Przełęcz Glinne
.Zbiegając z Babiej rozciąłem buta.Za duże zbiegi. Camper
przyjedzie z Węgierskiej Górki ale przyjedzie z innymi butami .Czas
leci…..ech przygoda.mg

Lece po swoje…W
butach z biedronki za 35 zl. Nigdy nie odpuszczam. Swojej pasji sie
nie zostawia tak jak ukochanej kobiety .Mg

Każdy ma swoją
misję…32 km.do celu.Administrator portalu Główny Szlak Beskidzki
pisze o moim wyścigu z samym sobą.

Z dużym
zainteresowaniem śledzę poczynania Marcin Gienieczko. Trzymam
kciuki i życzę mu powodzenia w realizacji marzeń i planów.

Wydawać by się
mogło, że góry, że nasz czerwony szlak to miejsce, które z
otwartymi ramionami wita wszystkich – tych, którzy robią zdjęcia
szarlotek, pół dnia wąchają kwiatki albo napierają do przodu jak
małe tankietki. GSB nie narzuca tempa, nie każe nikomu poruszać
się biegiem czy marszem. Tak samo traktuje tych, którzy pokonują
go małymi etapami przez całe życie, jak i tych, którym zajmuje to
mniej niż tydzień. I to jest piękne – ile par butów na szlaku,
tyle ludzkich historii.

Tak właśnie
myślałam. Ale po przeczytaniu pierdylionowego komentarza w stylu:
„za szybko, nic z tego nie zapamiętasz, a gdzie czas na
podziwianie widoków…”, zaczynam podejrzewać, że może
faktycznie istnieje jeden, jedynie słuszny sposób na przejście
szlaku. Taki wzorzec metra dla GSB.

Może więc osoby,
które nie potrafią zrozumieć niczego, co nie mieści się w ich
wąskiej definicji obcowania ze szlakiem, zechcą wreszcie spisać
listę wymagań. Takich konkretów, dzięki którym przejście szlaku
będzie można uznać za „prawidłowe”. Na przykład:

– ile zdjęć
szarlotek trzeba wrzucić na grupę,

– jaki jest
maksymalny dzienny dystans, którego absolutnie nie wolno
przekroczyć,

– ile kwiatków
trzeba powąchać,

– jak długo
należy podziwiać dany widok, by uznać go za „podziwiony” (i
czy koniecznie trzeba to robić siedząc lub leżąc, czy można też
idąc).

Po spisaniu takich
zasad można będzie powołać Straż Szlaku GSB. Będzie ona
wyłapywać wszystkich, którzy nie przestrzegają regulaminu i
usuwać rebeliantów z grupy. A gdy już wszyscy zaczną przechodzić
szlak według jednego wzorca, nie trzeba już będzie publikować
żadnych osobistych relacji. Wystarczy powiesić jedną wzorcową, z
kompletem zdjęć, a reszta tylko dopisze w komentarzu:
„przeszłam/przeszedłem”.

Na koniec: jeśli
zaczynasz komentarz od zdania „nie rozumiem, po co tak gnać”, a
masz więcej niż 15 lat, to najprawdopodobniej już nigdy tego nie
zrozumiesz. Więc może warto się zastanowić, czy aby na pewno
musisz ciągle powtarzać, że czegoś nie rozumiesz.

Melduję, że misja
zakończona. 503 km.=10 dni 9 h I 20 min .Dzis o 15.

23 ,16 listopada
cel osiągnąłem=11 dni.. Dzienne odcinki wynosiły od 45 do 57 km
dziennie .Było to przejście późną jesienią gdzie codziennie po
5h nocą wędrowałem .Specyfika wędrówki nocą mocno różni od
tej za dnia w czerwcu .Trzeba mocno uważać. Założenie było takie
aby zrobić to w 11 dni ale ambicja sportowa, nakazywała zrobić to
w 10 dni. Niestety jednego dnia zrobiłem tylko 32 km ze względu na
pogodę, a później problem z butami. W Bystrej Podhalańskiej
zadecydowałem ,że idę na całość. Wysłałem camper do
Węgierskiej Górki ale przy zbiegu rozciąłem buta. Później
naprawiłem ale przy granicy z Słowacja but się rozpadł. Miałem
te buty na biegu 150 km Lemkowyna Ultra .Teraz są gorsze warunki
więc but nie wytrzymał mojego napierania,. Ludzie poznani chcieli
dać mi buty swoje .Poznałem właściciela ośrodka, turystycznego
w https://www.bunnyglamp.pl z Korbielowa. Ale buty były za małe.
Kolega Stefan kupił mi buty za 35 zł w biedronce i o godzinie 22
.30 przyjechał do mnie .Niestety czas leciał i później nie
mogłem nadrobić straconych godzin i kilometrów. Myślę,że
pokonanie tego szlaku o tej porze, robiąc to w takim czasie to było
wyzwanie .Zaluje ,że w 10 dni nie zrobiłem ale mimo, że spałem po
5 h I wędrowałem i biegłem po ciemku, dziennie po 15 h nie
zdążyłem. Dziękuje wszystkim za kibicowanie .Dziękuje dla Stefan
Czerwinski za pomoc logistyczna ,dla Eryk Szuba za wsparcie I super
tracka do nawigacji.. .Przygoda się nie zakończyła ona dopiero
rozkręcą, a szlak piękny tak jak nasz kraj!

MARCIN Gienieczko.

Melduję, że misja zakończona. 503 km.=11 dni 9 h I 20 min .Dzis o 15.
23 ,16 listopada cel osiągnąłem. Dzienne odcinki wynosiły od 45 do 57 km dziennie .Było to przejście późną jesienią gdzie codziennie po 5h nocą wędrowałem .Specyfika wędrówki nocą mocno różni od tej za dnia w czerwcu .Trzeba mocno uważać. Założenie było takie aby zrobić to w 11 dni ale ambicja sportowa, nakazywała zrobic to w 10 dni.Niestety jednego dnia zrobiłem tylko 32 km ze względu na pogodę, a później problem z butami. W Bystrej Podhalańskiej zadecydowalem ,że idę na całość. Wysłałem camper do Węgierskiej Górki ale przy zbiegu rozciąłem buta. Później naprawiłem ale przy granicy z Słowacja but się rozpadł. Mialem te buty na biegu 150 km Lemkowyna Ultra .Teraz są gorsze warunki więc but nie wytrzymał mojego napierania,. Ludzie poznani chcieli dać mi buty swoje .Poznałem właściciela ośrodka, turystycznego w https://www.bunnyglamp.pl z Korbielowa. Ale buty były za małe. Kolega Stefan kupił mi buty za 35 zł w biedronce i o godzinie 22 .30 przyjechał do mnie .Niestety czas leciał i później nie mogłem nadrobić straconych godzin i kilometrów. Myślę, że pokonanie tego szlaku o tej porze, robiąc to w takim czasie to było wyzwanie . Zaluje ,że w 10 dni nie zrobiłem ale mimo, że spałem po 5 h I wedrowalem i bieglem po ciemku,dziennie po 15 h nie zdążyłem. Dziekuje wszystkim za kibicowanie .Dziekuje dla Stefan Czerwinski za pomoc logistyczna ,dla Eryk Szuba za wsparcie I super tracka do nawigacji. Już jutro o godzinie 12.00 mam prezentacje :
Świetlica Wiejska w Pławnej, Pławna Górna 18, 59-623 Lubomierz gdzie opowiem też o tej wedrowce. Zapraszam.To była fajna sportowa przygoda. Zapraszam na moją stronę www.gienieczkoprojekt.pl gdzie będę tez opisywał ten projekt jak i inne. Przygoda się nie zakończyła ona dopiero rozkręcą, a szlak piękny tak jak nasz kraj!
MARCIN.

 

 

To był ciekawy etap w moim życiu. Kiedy pewnego dnia stałem się osoba bezdomną ( przywłaszczono cały mój majątek, łącznie z domem wartości miliona złotych)statek dał mi nie tyko dach ale i kasę. Od 3 listopada rozpoczynam naukę w Akademii Sportu w Warszawie. Kiedy ostatnio trenowałem z synem w górach. Mielismy przemyślenia. W drodze powrotnej zajechaliśmy do sanktuarium na Jasnej Górze. Jako ,ze jesteśmy osobami wierzącymi, tak zostaliśmy wychowani. Tam podjęliśmy decyzję: Igor postanowił dostać się do Formozy a ja zrobić jeden wielki projekt a raczej wyścig. Więcej o tym pod koniec listopada. Ale też obiecałem, że do 50tki jeszcze w sporcie się pomęczę bo daje radość przezywania .Zycie explorer to ciągłe napieranie. Praca na statku wzmocniła mnie psychicznie ale i na statkach narodziły się wielkie projekty jak przepłynięcie Amazonki https://www.polskieradio.pl/10/3958/artykul/2796006,marcin-gienieczko-niemozliwe-nie-istnieje-choc-na-amazonce-jest-ciezko w canoe.Keep going never stop .mg ps Od 5 listopada realizuje dalszy etap swoich wyzwań sportowych.

 

 

MINI OBOZ SPORTOWY PREMIUM – „Wzmocnij ciało i ducha”

Motywacja | Sport | Natura | Joga | Regeneracja
📍 Holiday Golden Resort & Spa, Łazy k. Koszalina – 50 m od morza

⏳ Czas trwania: 4 dni / 3 noce
👥 Limit miejsc: 10 uczestników
💰 Cena: 2300 zł / osoba
🧭 Idea Campu – Twoja wewnętrzna podróż
Życie codzienne często wymaga od nas więcej, niż jesteśmy w stanie dać: stres, pośpiech, brak równowagi. Ten obóz powstał po to, abyś mógł:
oderwać się od rutyny,
wzmocnić ciało, umysł i ducha,
odnaleźć własne granice i nauczyć się je przekraczać,
zwiększyć swoją motywację i odporność psychiczną,
poczuć się pewniej w ciele i w życiu.
To nie zwykły wyjazd sportowy – to kompleksowa podróż wewnętrzna, łącząca intensywny trening fizyczny, rozwój mentalny i regenerację w luksusowych warunkach.

Prowadzący
Marcin Gienieczko – mentor mentalny, podróżnik, ekstremalny sportowiec
Rekord Guinnessa – przepłynięcie Amazonki (5573 km w canoe)
Dwukrotne solowe przejście Gór Mackenzie w Kanadzie (960 km pieszo)
II miejsce w Yukon 1000 – najdłuższym wyścigu canoe na świecie (1600 km)
Autor i trener mentalny, ultra maratończyk
Ekspert w zarządzaniu stresem, motywacji i psychologii ekstremalnych wyzwań
👉 Poprowadzi 2-godzinny wykład i trening mentalny: techniki wizualizacji, koncentracji, radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych, budowania pewności siebie i samodyscypliny.
Przemysław Szapar – ultramaratończyk i trener biegania
Zwycięzca Harpagana (100 km na orientację)
Uczestnik wielu ultra biegów i triathlonów
Rekordzista Cape Wrath Trail w Szkocji – 7 dni trudnego szlaku
Filozof, pasjonat biegania i sportów wytrzymałościowych
👉 Poprowadzi intensywne treningi biegowe:
2 sesje dziennie po 2h (rano i popołudniu)
Treningi w terenie, po plaży i w naturze, wzmacniające stawy, mięśnie i wydolność
Indywidualne wskazówki dopasowane do poziomu uczestników
Katarzyna Mikutowicz – międzynarodowy nauczyciel jogi i pilatesu
Certyfikowana terapeutka dźwiękiem (Indie, Nepal)
Prowadzi sesje relaksacyjne, jogi i pilatesu oparte na nowoczesnych i tradycyjnych metodach
Łączy jogę, oddech i terapię dźwiękiem w holistyczne doświadczenie
👉 Codziennie wieczorem: 1,5h sesja jogi i relaksacji, przygotowująca ciało do regeneracji i uniknięcia kontuzji.
Saunamistrz – mistrz ceremonii saunowych
Poprowadzi 3 sesje po 1h, wykorzystując aromaterapię, muzykę i techniki relaksacyjne
Oczyszcza ciało po intensywnym wysiłku, wspomaga regenerację mięśni i zwiększa odporność

Program Obozu
Dzień 1 – Przyjazd i integracja
Zakwaterowanie, powitalna kolacja
Spotkanie organizacyjne z prowadzącymi
Wieczorna sesja jogi (1,5h)
Dni 2–3 – Intensywny trening i rozwój mentalny
09:00–11:00 – Trening biegowy (plaża, piasek, las)
11:30 – Regeneracja i lunch
15:00–17:00 – Druga sesja treningu biegowego
18:30 – Obiadokolacja
19:30–21:00 – Joga i relaksacja (1,5h)
20:30–21:30 – Ceremonia saunowa
Dzień 4 – Podsumowanie i inspiracje
09:00–11:00 – Poranny trening biegowy
12:00–13:00 – Sesja mentalna z Marcinem Gienieczko
13:00 – Pożegnanie i wyjazd

🌊 Miejsce – Holiday Golden Resort & Spa Więcej o Resorcie:
• 50 m od plaży i sosnowych lasów
• Basen, aquapark, jacuzzi, mini siłownia, spa
• Komfortowe noclegi i pełne wyżywienie
• Idealne miejsce do treningu, relaksu i regeneracji
• Więcej o obiekcie: Holiday Golden Resort
• Pakiet Premium obejmuje:
• 3 noclegi w komfortowych pokojach
• Pełne wyżywienie: śniadania, obiady, kolacje
• 12 godzin treningów biegowych z Przemysławem Szaprem
• 2-godzinny trening mentalny i wykład motywacyjny z Marcinem Gienieczko
• 3 sesje jogi i relaksacji po 1,5h z Katarzyną Mikutowicz
• 3 ceremonie saunowe po 1h
• Dostęp do jacuzzi i mini siłowni
• Możliwość masażu relaksacyjnego i sportowego (dodatkowo płatne) – Golden Spa


Efekty uczestnictwa
• Poprawa kondycji, siły i wydolności organizmu
• Wzrost odporności psychicznej i motywacji
• Redukcja stresu, lepszy sen, większa energia i koncentracja
• Poznanie technik radzenia sobie w kryzysie i budowania mentalnej dyscypliny
• Nowe inspiracje i kontakty z ludźmi o podobnej pasji
👥 Dla kogo?
• Firmy i zespoły – event team buildingowy
• Menedżerowie i liderzy – regeneracja i inspiracja
• Osoby prywatne – poszukujące przygody, ciszy, sportowego wyzwania i rozwoju osobistego

Kontakt i rezerwacja
Agencja Perdido Expeditions/Marcin Gienieczko
📱 Tel. 604 659 858
✉️ perdido@poczta.wp.pl
www.gienieczkoprojekt.pl

Wyrusz  na wyprawę z Marcinem Gienieczko!!!

Oferta Wyprawa canoe na rzekę Jukon

z Marcinem Gienieczko,

zawodowym przewodnikiem na rzece Jukon

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.

Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry.

Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.”

Mark Twain

Poczuj smak prawdziwego traperskiego życia na Dalekiej Północy Kanady!

Głównym celem wyprawy jest przepłyniecie 400 km przez najdziksza cześć Jukonu-

Przewodnik wyprawy : https://gienieczkoprojekt.pl/o-mnie/

Wyprawę prowadzi Marcin Gienieczko – podróżnik, specjalista od ekspedycji na Dalekiej Północy Kanady.

Najważniejsze osiągnięcia:

Jako pierwszy człowiek samotnie spłynął pontonem rzeką Jukon – 3100 km od jeziora Bennetta do Morza Beringa.

Spłynął canoe całym systemem rzecznym Mackenzie – 4000 km od Parku Jasper do Oceanu Arktycznego.

76 dni na rzekach Ameryki Północnej – autor książki „Pokonać siebie” (Wydawnictwo Zysk i S-ka).

Przepłynął Amazonkę w canoe.

Przeszedł samotnie 1000 km gór Mackenzie.

Uczestniczył w wielu ekspedycjach w Jukon Terytorium (Teslin River, Nisutlin River, Canol Trail, zimowe przejścia).

Yukon przepłynął 17 razy w życiu.

Zdobywca II miejsca w najdłuższym wyścigu canoe na świecie.

W ramach wyprawy zapewniamy

Profesjonalne przygotowanie i prowadzenie ekspedycji. Jak jest to organizowane więcej tutaj:

https://gienieczkoprojekt.pl/organizacja-wypraw/

Organizację i wynajem canoe.

Zniżkę 50% na żywność liofilizowaną LYOFOOD – dostępną jeszcze w Polsce.

Niezbędny sprzęt: kamizelki, wiosła, worki i beczki na żywność, namioty, kuchenki, broń (zabezpieczenie przed niedźwiedziami).

Sprzęt do komunikacji i bezpieczeństwa: telefon satelitarny Iridium, nadajnik SPOT, GPS, trasy mapy obliczenia gps ,nawigacja

Zakwaterowanie

Hotel w Whitehorse (m.in.Hostel https://www.bzkneez.com/ ) lub dom prywatny.

Namioty biwakowe podczas ekspedycji.

Kosztorys wyprawy

Łączny koszt: 14 000 zł / osoba

8000 zł netto + 6000 zł bilety).=14.000 zl/osoba

👉 Wariant z wyprawą do chaty w górach Mackenzie: 15 000 zł / osoba. Miejscowość Ross River. Miejsca gdzie był kręcony film ,,Ostatni Traper”

Główne elementy kosztów:

Bilety lotnicze: ok. 6000 zł (Polska–Frankfurt–Whitehorse–Frankfurt–Polska).

Opłata przewodnika (organizacja, prowadzenie, szkolenie): 2000 zł / osoba.

Wynajem canoe i sprzętu: ok. 800 CAD + osprzęt.

Żywność: ok. 800 zł (PL + Kanada) + udział w wyżywieniu przewodnika.

Transport lokalny (samochód / samolot): 200–300 zł / osoba.

Tel. satelitarny i nadajnik SPOT: 250 zł / osoba.

Nadbagaż (sprzęt wspólny): ok. 400 zł / osoba.

Noclegi w Whitehorse: w cenie projektu (3 noce).

Warunki uczestnictwa

Minimalna liczba uczestników: 6 osób + przewodnik.

Termin wyprawy: 1–14 lipca (14 dni).

Rozliczenie na podstawie umowy o dzieło lub faktury.

Plan wyprawy:

-Dwa noclegi w Whitehorse organizacja przedcięcia: zakup żywności (żywność, śniadania , przekąski każdy kupuje w własnym zakresie)

-Ilość dni spływu 8 dni spływy (Przepłyniecie jeziora Labarge a później rzeki Jukon do Carmaks, dłuższy pobyt na Bazie Hotolinqa )

-Dwa dni , powrót do Whitehorse , pobyt w Whitehorse -zakup pamiątek wizyta rozmowa z loklana społecznością

-Dwa dni podorze samolotem

Łącznie 14 dni.

UWAGA Uczestnicy:

-sami wykupują ubezpieczenie na życie i NNW,

-biorą udział w obowiązkowym szkoleniu z pływania canoe (maj lub czerwiec , koszt wliczony jedne dzień 6 godzin rozmowy).

-Jedzenie na czas SPLYWU musicie mieć ze sobą. W Whitehorse są restauracje i sklepy, także jeśli nie chcecie go zabierać z Polski możecie kupować je bezpośrednio na miejscu. Na czas spływu wystarczy zabrać typowe jedzenie szturmowe tj. 2-3 liofilizaty, zupki chińskie, gorące kubki, kabanosy, ser żółty, wafle ryżowe, batoniki, ryby w puszkach, musli, kaszki dziecięce, woda, soki, herbata, kawa, cukier etc. Polecam również zabranie multiwitamin rozpuszczalnych w wodzie – np. „Supradyn” (zwiększone dawki witamin dla sportowców) i na przykład Isostara, również w tabletkach do rozpuszczania w wodzie. Oczywiście nie jest to wymagane, jednak w górach szybko się będziecie odwadniać i tracić niezbędne sole mineralne, więc taka „chemia” może sprawić, że będziecie się lepiej czuć.

Uwaga: uczestnicy biorący udział w wyprawie przyjadą na wyznaczone miejsce i datę na szkolenie pływania w kanoe(okres maj).Uczestnictwo obowiązkowe. Koszt szkolenia jest wliczony w koszt organizacji wyjazdu przez Marcina Gienieczko

Z Polski wyjeżdżamy najprawdopodobniej Gdańsk lub Warszawa-wylot. Miejsce spotkania na miejscu podamy później, gdy zarezerwujemy już noclegi dla Was

Niezbędny sprzęt to:

skarpety, bielizna termoaktywna, komplet odzieży z polaru, komplet odzieży wiatrochronnej (gore-tex etc.), ciepła czapka, rękawiczki – cienkie i grube, buty, krem UV 50, pomadka ochronna, czołówka, śpiwór (komfort -10/-15), karimata, termos, nóż, łyżka, zapalniczka, apteczka + leki osobiste (np. aspiryna, tabletki na gardło), plecak ok. 50-60 l. Odzież przeciwdeszczowa. .

Sprzęt dotyczący samego spływu zostanie w w trakcie wyprawy przekazany dla każdego uczestnika.

Wszelkie ustalenia również będą cały czas bezpośrednio konsultowane z organizatorem

Kontakt i zgłoszenia

Organizator:

Marcin Gienieczko – podróżnik, eksplorator, przewodnik wyprawy.

Więcej o organizacji:

https://gienieczkoprojekt.pl/organizacja-wypraw/

Opis przygody

Na szlaku złota i dzikiej przyrody – spływ Jukonem

Jukon – kraina grizzly, złota, mroźnych zim i legendarnych opowieści Jacka Londona. Od dzieciństwa wyobrażałam ją sobie jako mityczne miejsce Ameryki Północnej. Zaczytywałam się w książkach o poszukiwaczach złota, Indianach i traperach, a w głowie malowały mi się obrazy rzeki, nad którą rozgrywały się historie o życiu i śmierci. Kiedy w końcu wyruszyłam w podróż, wiedziałam, że spełniam marzenie – chciałam zobaczyć Jukon na własne oczy i przemierzyć go tak, jak robiono to przed wiekami – w kanu.

Kraina gorączki złota

Sławę Jukon zawdzięcza dopływowi – rzece Klondike – i jej strumieniowi Bonanza. To właśnie tu, w 1896 roku, odkryto złoto. W ciągu dwóch lat do regionu ściągnęły dziesiątki tysięcy poszukiwaczy. Przybywali z USA, Wielkiej Brytanii, Australii czy Afryki Południowej. Byli wśród nich prości robotnicy, nauczyciele, lekarze, a nawet przyszły prezydent USA – William Howard Taft. Swojego szczęścia próbował także Jack London, który później oparł swoje powieści na doświadczeniach z Jukonu.

Najpopularniejszą drogą była wyprawa przez port Skagway i trudny szlak Chilkoot, gdzie każdy musiał wnieść na własnych plecach tonę zaopatrzenia. Na końcu drogi, przy jeziorach Lindeman i Bennet, budowano tratwy i łodzie, którymi spływano rzeką Jukon do Dawson City. To była droga pełna niebezpieczeństw – skaliste przełomy, jezioro Laberge i zdradliwy kanion Miles pochłonęły setki istnień.

Start w Whitehorse

Moja własna wyprawa rozpoczęła się w Whitehorse – małej stolicy olbrzymiego, niemal nietkniętego cywilizacją terytorium. Miasto tuli się do lewego brzegu rzeki, a jego drewniane budynki i spokojne uliczki w niczym nie przypominają wielkich metropolii. To stąd wyruszają podróżnicy, by zmierzyć się z Jukonem.

Kanu zwodowaliśmy w samym centrum. Dzicz przywitała nas ciszą, zapachem żywicy i ziół. Nurt rzeki niósł nas w dół, mijaliśmy klify z piaskowca, nad wodą krążyły orły bieliki, a wśród trzcin pluskały bobry.

Dni na rzece

Płynęliśmy długo, bo w Jukonie słońce niemal nie zachodzi – zamiast nocy przychodzi jedynie szarość. Każdy dzień był podobny, a jednocześnie pełen niespodzianek.

Szóstego dnia do Jukonu wpada rzeka Salmon. Jej nurt sprawił, że rzeka rozlała się na szerokość nie do ogarnięcia wzrokiem. Ostatni nocleg spędziliśmy naprzeciwko wioski Little Salmon.

Kolejne dni przyniosły spotkanie z historią – przy ujściu rzeki Teslin zatrzymaliśmy się w Hootalinqua, dawnym punkcie zaopatrzenia dla podróżnych. Drewniane chaty, powoli pochłaniane przez las, przypominały o ludziach, którzy kiedyś szukali tu szczęścia.

Wyzwania i niepewności

Przed wyprawą obawialiśmy się wielu rzeczy: nieprzewidywalnej pogody, chmar komarów, przewrócenia łodzi, przeprawy przez gigantyczne jezioro Laberge, a przede wszystkim spotkań z niedźwiedziami grizzly. Ale każdy taki lęk był częścią przygody – tego uczucia, że jesteś tylko ty, rzeka i dzika północ Kanady.

Dawson City – miasto legend

Po dwóch tygodniach spływu rzeka doprowadziła nas do Dawson City – miasteczka, które w czasie gorączki złota urosło w ciągu dwóch lat do 40 tysięcy mieszkańców. Dziś wygląda jak żywy skansen: drewniane saloony, domy pamiętające czasy pionierów i atmosfera, którą tak dobrze znamy z opowieści Londona.

Refleksja

Spływ Jukonem to nie tylko podróż przez dziką przyrodę, ale też spotkanie z historią, która wciąż unosi się nad tą rzeką. Każdy zakręt, każdy klif przypomina, że tysiące ludzi walczyło tu o swoje marzenia. A dla mnie – była to wyprawa życia, spełnienie dziecięcej fantazji i doświadczenie, które zostanie ze mną na zawsze.

Warto tez wskazać ze dodatkową atrakcją wyjazdu to:

Wyprawy tego typu rodzaju a spotkamy Gryźli, król niedźwiedzi uczą nas, że trzeba stale dokonywać wyborów, podejmować decyzje, dobrze i sprawnie współpracować z innymi. Trzeba myśleć, ale też mieć intuicję. Trzeba „napierać” aby przetrwać, ale też wiedzieć kiedy się zatrzymać. Każdego dnia Marcin Gienieczko w ramach szkolenia będzie rozmawiał przez godzinę czasu o funkcjonowaniu w zespole w ramach spływu , który ma za cel współprace zespołową.

Uwaga : każdy uczestnik wyjazdu podpisuje z organizatorem przed wyprawą oświadczenie które informuje o projekcie /spływie

Z poważaniem

Organizator wyjazdu/ Agencja Perdido Expedditions

Marcin Gienieczko

www.gienieczkoprojekt.pl e mail perdido@poczta.wp.pl

Tel 604 659 858

Zróbmy to razem!

Zapraszamy na spotkania autorskie z Marcinem  Gienieczko  gdzie  uczy zarówno ludzi biznesu ale i sportu jak zmotywować do dalszego ambitnego działania.

Całe życie jest egzaminem, który pokazuje, z jakiej gliny jest się zrobionym. Brian Tracy, zaliczany do najlepszych mówców zawodowych na świecie, powiedział kiedyś, że przemienienie się walczącego z charakterem wymaga nadzwyczajnych nakładów samodyscypliny. To prawda. Wielki triathlon przez Amerykę Południową, jak również wyścigi na rzece Jukon nauczyły mnie jednego: umiejętności rozwiązywania kryzysowych, nagłych sytuacji. Trzeba czasami przeczuwać wydarzenia, odrzucać pragmatyzm i zaufać własnej intuicji. Amazonka była tą wyprawą, podczas której nauczyłem się najwięcej, a przede wszystkim ciągłego szukania rozwiązań. Wyprawa z 2015 roku, jak i wielkie wyścigi nauczyły mnie profesjonalnego podejścia do poszczególnych założeń. Każdy z nas powinien przynajmniej raz w życiu znaleźć taką Amazonkę czy biegun, który nauczy nas niepoddawania się oraz umiejętności szybkiego reagowania w sytuacjach skrajnych. Potrzebne jest to w przetrwaniu z dnia na dzień w naszym codziennym życiu… Czasami, jak każdy człowiek, chcę się poddać, ale po takiej nauce nie potrafię tego zrobić.

Na bezpośrednim spotkani autorskim poruszany jest w programie temat edukacyjny mających na celu wzbogacenie osobowości, światopoglądu, ducha zespołowego i funkcjonowania w sytuacjach stresowych.

Pewna historia. Dziś pierwszy dzień wiosny. To zdjęcie jest dla mnie bardzo ważne. W 2022 roku podejmowałem pierwsza próbę  zdobycia szczytu Arktyki .Wówczas dostałem krzyżyk z napisałem ,,Svalbard Extreme”. Wówczas moja się nie powiodła. W 2023 roku była  druga próba ale  dopadł mnie sztorm, załamanie pogody i misja się nie powiodła. Tak jest już w Arktyce. Wówczas ratowano mi życie  więcej o tym w ,,Przeglądzie Sportowym”: https://przegladsportowy.onet.pl/alpinizm/dramatyczna-walka-polaka-o-przezycie-inspiracja-byla-laurka-od-syna/9w81bq3

Ten krzyżyk dostałem od  koleżanki Ani która  mocno kibicowała i wspierała  projekt logistycznie .Organizowała pozwolenia, transport  hostele, robili tłumaczenia  , gromadziła sprzęt itp. Obiecałem sobie ,że wcześniej czy później  dojdę na szczyt aby podziękować  Bogu za  wiele lat wyrzeczeń. Kiedy   12 marca wszedłem na szczyt. Wysłałem  tylko z nadajników  potwierdzenie ,ze jestem na szczycie. Następnie udało się zrobić  zdjęcia i krótki film dedykowany dla mojego syna Igora, który bardzo mi zaimponował jak sportowiec  kiedy przepłynęliśmy rzekę  Wisłę na czas. Gdyż dano temu  powiedział mi ważne słowa  -,,Tato ty mnie motywujesz”. Dla chłopca 14 letniego ważna jest inspiracja. Wielu rodziców zapomina  co ważne jest dla dziecka  myśląc o sobie wyłącznie.  Dla mnie przekaz dla dziecka czy też dzieci jest bardzo ważny. Dlatego tez ten projekt  jest przy współpracy  z Starostwem Powiatu Kętrzyńskiego  gdyż będę realizował program edukacyjny dla rodzin zastępczych. To wszystko ma znaczenie. Kiedy dotarłem   do Longyearbyen miałem pewien czas na przemyślenia .Stanąłem na  skrawku lodu nad zatoką  ,wziąłem krzyżyk, spojrzałem w niebo i rzuciłem w  morze. Mówiąc  misja  ta jest  zakończona. Dla mnie ten krzyżyk  miał duże znaczenie bo przed wyprawą go znalazłem w natłoku całego sprzętu i cały czas miałem w głowie  Svalbard. Widocznie było mi dane zamknąć ten rozdział. Może wyprawa nie została zrealizowana (ten pierwszy etap) ta jakbym chciał   ale wszystkiego nie da  się zrobić. W zeszłym roku były dwie wyprawy na wiosnę i nie udało im się zdobyć szczytu. Mimo przeciwności losu  stanąłem na tym szczycie spojrzałem w niebo i podziękowałem Bogu za wszystko. To był pierwszy etap wyprawy bo wiadomo projekt trwa o czym opisał  portal Onet. Dla tych którzy nie czytali polecam ten artykuł: https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/marcin-gienieczko-otrzymal-oficjalne-pozwolenie-na-przejscie-svalbardu/lp5crqy,07640b54

 

Teraz  krótki odpoczynek miedzy projektami  to czas na przemyślenia .Wiem jedno wyprawy zimowe to największe wyzwania jakie jest w eksploracji. Żadne inne projekty nie  są  tak ekstremalne jak projekty zimowe. Dlatego czasami tak trudno osiągnąć cel. Polecam wszystkim mini artykuł w Dzienniku  Bałtyckim , który przedstawia te moje zmagania:

https://dziennikbaltycki.pl/sniezne-pustkowia-svalbardu-bywaja-kaprysne-marcin-gienieczko-potrzebowal-wsparcia-w-wyprawie-na-gore-newtona/ar/c2p2-27380877

Po co to wszystko?

Odpowiedz jest w tych słowach:

– Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować – podkreślał  Jan Pawle II. Dla mnie te słowa są  bardzo ważnie one tez mnie motywowały ażeby  dotrzeć na szczyt.

Pragnę podszykować dla wielu osób za  zaangażowanie w tym I etapie projektu.

Dziękuje dla mojego syna Igora bo on mnie motywował ażeby  dopiąć  swego. Dla mojego Taty  Henryka Gienieczko dla  Kasi i Laury Cetnarowicz  oraz  dla Moniki ,Magdaleny Borzykowskiej za życzliwość. Dla moich parterów Kunert Mobile Homes, Prezesa Romana Kunert, dla Bawaria Motors ,Dziennika Batyckiego, Nieruchomości Strefa Premium z Gdyni, Starostwo Powiatowe w Kętrzynie, Magiczna Pławna, Eljacht, MSR  za super kuchenkę  do gotowania, zegarki.pl ,Gopro , Media Markt, firma Baltrade, Krudo Morze Nieruchomości z Koszalina, Gog Pro Eyewear. Dla mojego wydawcy  Novaeres oraz  dla Suprasat. Całkiem osobne podziękowania   śle wszystkim moim kibicom.

Co dalej?

Chwila odpoczynku  i napieramy dalej. Taki jest mój żywot. mg

Dzień 3

Lokalizacja: http://inreachlink.com/Z5MJTPB
Temperatura: -12°C
Pokonany dystans: 42 km

Dziś nie było łatwo. Jeden z zaczepów od sań się zepsuł, ale na szczęście udało się go naprawić. Czas wędrowania był znacznie dłuższy, bo musiałem nawigować, wyjmować GPS i kompas, a wszystko przez ogromną mgłę, która ograniczała widoczność. Mimo braku wiatru, warunki były naprawdę trudne – wilgoć sprawiała, że wszystko miałem mokre.

Jestem już tylko 500 metrów od lodowca. Jutro zamierzam na niego wchodzić, ale muszę przyznać, że towarzyszy mi wewnętrzna apatia. Każdy kolejny dzień jest pełen niepewności, a każda decyzja, nawet najmniejsza, staje się wyzwaniem. Nie wiem, co przyniesie jutro, ale wiem jedno – nie mogę się poddać, każdy dzień to nowa walka, napieram dalej!

📌 Śledź moją trasę tutaj: https://bit.ly/4hZ5EhJ

Dzięki partnerom, którzy wspierają tę wyprawę:
https://www.facebook.com/kunertmobilehomes

 https://www.facebook.com/BawariaMotors/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsGdansk/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsKatowice/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsJanki/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsPiaseczno/?locale=pl_PL
– https://www.facebook.com/share/1U5jggXLhd/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/14HYzh8XJp/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/18aNSRDgyG/?mibextid=wwXIfr

__
Tekst przygotowała Laura Cetnarowicz

#ArcticExpedition #Svalbard #PolarAdventure #WinterExpedition #SoloExpedition #ExtremeChallenge #SkiTouring #Survival #KunertMobileHomes #BMWBawariaMotors #Onet #MediaMarkt #DziennikBałtycki

Wyrusz  na wyprawę z Marcinem Gienieczko!!!

Oferta Wyprawa canoe na rzekę Jukon

z Marcinem Gienieczko,

zawodowym przewodnikiem na rzece Jukon

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.

Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry.

Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.”

Mark Twain

Poczuj smak prawdziwego traperskiego życia na Dalekiej Północy Kanady!

Głównym celem wyprawy jest przepłyniecie 400 km przez najdziksza cześć Jukonu-

Przewodnik wyprawy : https://gienieczkoprojekt.pl/o-mnie/

Wyprawę prowadzi Marcin Gienieczko – podróżnik, specjalista od ekspedycji na Dalekiej Północy Kanady.

Najważniejsze osiągnięcia:

Jako pierwszy człowiek samotnie spłynął pontonem rzeką Jukon – 3100 km od jeziora Bennetta do Morza Beringa.

Spłynął canoe całym systemem rzecznym Mackenzie – 4000 km od Parku Jasper do Oceanu Arktycznego.

76 dni na rzekach Ameryki Północnej – autor książki „Pokonać siebie” (Wydawnictwo Zysk i S-ka).

Przepłynął Amazonkę w canoe.

Przeszedł samotnie 1000 km gór Mackenzie.

Uczestniczył w wielu ekspedycjach w Jukon Terytorium (Teslin River, Nisutlin River, Canol Trail, zimowe przejścia).

Yukon przepłynął 17 razy w życiu.

Zdobywca II miejsca w najdłuższym wyścigu canoe na świecie.

W ramach wyprawy zapewniamy

Profesjonalne przygotowanie i prowadzenie ekspedycji. Jak jest to organizowane więcej tutaj:

https://gienieczkoprojekt.pl/organizacja-wypraw/

Organizację i wynajem canoe.

Zniżkę 50% na żywność liofilizowaną LYOFOOD – dostępną jeszcze w Polsce.

Niezbędny sprzęt: kamizelki, wiosła, worki i beczki na żywność, namioty, kuchenki, broń (zabezpieczenie przed niedźwiedziami).

Sprzęt do komunikacji i bezpieczeństwa: telefon satelitarny Iridium, nadajnik SPOT, GPS, trasy mapy obliczenia gps ,nawigacja

Zakwaterowanie

Hotel w Whitehorse (m.in.Hostel https://www.bzkneez.com/ ) lub dom prywatny.

Namioty biwakowe podczas ekspedycji.

Kosztorys wyprawy

Łączny koszt: 14 000 zł / osoba

8000 zł netto + 6000 zł bilety).=14.000 zl/osoba

👉 Wariant z wyprawą do chaty w górach Mackenzie: 15 000 zł / osoba. Miejscowość Ross River. Miejsca gdzie był kręcony film ,,Ostatni Traper”

Główne elementy kosztów:

Bilety lotnicze: ok. 6000 zł (Polska–Frankfurt–Whitehorse–Frankfurt–Polska).

Opłata przewodnika (organizacja, prowadzenie, szkolenie): 2000 zł / osoba.

Wynajem canoe i sprzętu: ok. 800 CAD + osprzęt.

Żywność: ok. 800 zł (PL + Kanada) + udział w wyżywieniu przewodnika.

Transport lokalny (samochód / samolot): 200–300 zł / osoba.

Tel. satelitarny i nadajnik SPOT: 250 zł / osoba.

Nadbagaż (sprzęt wspólny): ok. 400 zł / osoba.

Noclegi w Whitehorse: w cenie projektu (3 noce).

Warunki uczestnictwa

Minimalna liczba uczestników: 6 osób + przewodnik.

Termin wyprawy: 1–14 lipca (14 dni).

Rozliczenie na podstawie umowy o dzieło lub faktury.

Plan wyprawy:

-Dwa noclegi w Whitehorse organizacja przedcięcia: zakup żywności (żywność, śniadania , przekąski każdy kupuje w własnym zakresie)

-Ilość dni spływu 8 dni spływy (Przepłyniecie jeziora Labarge a później rzeki Jukon do Carmaks, dłuższy pobyt na Bazie Hotolinqa )

-Dwa dni , powrót do Whitehorse , pobyt w Whitehorse -zakup pamiątek wizyta rozmowa z loklana społecznością

-Dwa dni podorze samolotem

Łącznie 14 dni.

UWAGA Uczestnicy:

-sami wykupują ubezpieczenie na życie i NNW,

-biorą udział w obowiązkowym szkoleniu z pływania canoe (maj lub czerwiec , koszt wliczony jedne dzień 6 godzin rozmowy).

-Jedzenie na czas SPLYWU musicie mieć ze sobą. W Whitehorse są restauracje i sklepy, także jeśli nie chcecie go zabierać z Polski możecie kupować je bezpośrednio na miejscu. Na czas spływu wystarczy zabrać typowe jedzenie szturmowe tj. 2-3 liofilizaty, zupki chińskie, gorące kubki, kabanosy, ser żółty, wafle ryżowe, batoniki, ryby w puszkach, musli, kaszki dziecięce, woda, soki, herbata, kawa, cukier etc. Polecam również zabranie multiwitamin rozpuszczalnych w wodzie – np. „Supradyn” (zwiększone dawki witamin dla sportowców) i na przykład Isostara, również w tabletkach do rozpuszczania w wodzie. Oczywiście nie jest to wymagane, jednak w górach szybko się będziecie odwadniać i tracić niezbędne sole mineralne, więc taka „chemia” może sprawić, że będziecie się lepiej czuć.

Uwaga: uczestnicy biorący udział w wyprawie przyjadą na wyznaczone miejsce i datę na szkolenie pływania w kanoe(okres maj).Uczestnictwo obowiązkowe. Koszt szkolenia jest wliczony w koszt organizacji wyjazdu przez Marcina Gienieczko

Z Polski wyjeżdżamy najprawdopodobniej Gdańsk lub Warszawa-wylot. Miejsce spotkania na miejscu podamy później, gdy zarezerwujemy już noclegi dla Was

Niezbędny sprzęt to:

skarpety, bielizna termoaktywna, komplet odzieży z polaru, komplet odzieży wiatrochronnej (gore-tex etc.), ciepła czapka, rękawiczki – cienkie i grube, buty, krem UV 50, pomadka ochronna, czołówka, śpiwór (komfort -10/-15), karimata, termos, nóż, łyżka, zapalniczka, apteczka + leki osobiste (np. aspiryna, tabletki na gardło), plecak ok. 50-60 l. Odzież przeciwdeszczowa. .

Sprzęt dotyczący samego spływu zostanie w w trakcie wyprawy przekazany dla każdego uczestnika.

Wszelkie ustalenia również będą cały czas bezpośrednio konsultowane z organizatorem

Kontakt i zgłoszenia

Organizator:

Marcin Gienieczko – podróżnik, eksplorator, przewodnik wyprawy.

Więcej o organizacji:

https://gienieczkoprojekt.pl/organizacja-wypraw/

Opis przygody

Na szlaku złota i dzikiej przyrody – spływ Jukonem

Jukon – kraina grizzly, złota, mroźnych zim i legendarnych opowieści Jacka Londona. Od dzieciństwa wyobrażałam ją sobie jako mityczne miejsce Ameryki Północnej. Zaczytywałam się w książkach o poszukiwaczach złota, Indianach i traperach, a w głowie malowały mi się obrazy rzeki, nad którą rozgrywały się historie o życiu i śmierci. Kiedy w końcu wyruszyłam w podróż, wiedziałam, że spełniam marzenie – chciałam zobaczyć Jukon na własne oczy i przemierzyć go tak, jak robiono to przed wiekami – w kanu.

Kraina gorączki złota

Sławę Jukon zawdzięcza dopływowi – rzece Klondike – i jej strumieniowi Bonanza. To właśnie tu, w 1896 roku, odkryto złoto. W ciągu dwóch lat do regionu ściągnęły dziesiątki tysięcy poszukiwaczy. Przybywali z USA, Wielkiej Brytanii, Australii czy Afryki Południowej. Byli wśród nich prości robotnicy, nauczyciele, lekarze, a nawet przyszły prezydent USA – William Howard Taft. Swojego szczęścia próbował także Jack London, który później oparł swoje powieści na doświadczeniach z Jukonu.

Najpopularniejszą drogą była wyprawa przez port Skagway i trudny szlak Chilkoot, gdzie każdy musiał wnieść na własnych plecach tonę zaopatrzenia. Na końcu drogi, przy jeziorach Lindeman i Bennet, budowano tratwy i łodzie, którymi spływano rzeką Jukon do Dawson City. To była droga pełna niebezpieczeństw – skaliste przełomy, jezioro Laberge i zdradliwy kanion Miles pochłonęły setki istnień.

Start w Whitehorse

Moja własna wyprawa rozpoczęła się w Whitehorse – małej stolicy olbrzymiego, niemal nietkniętego cywilizacją terytorium. Miasto tuli się do lewego brzegu rzeki, a jego drewniane budynki i spokojne uliczki w niczym nie przypominają wielkich metropolii. To stąd wyruszają podróżnicy, by zmierzyć się z Jukonem.

Kanu zwodowaliśmy w samym centrum. Dzicz przywitała nas ciszą, zapachem żywicy i ziół. Nurt rzeki niósł nas w dół, mijaliśmy klify z piaskowca, nad wodą krążyły orły bieliki, a wśród trzcin pluskały bobry.

Dni na rzece

Płynęliśmy długo, bo w Jukonie słońce niemal nie zachodzi – zamiast nocy przychodzi jedynie szarość. Każdy dzień był podobny, a jednocześnie pełen niespodzianek.

Szóstego dnia do Jukonu wpada rzeka Salmon. Jej nurt sprawił, że rzeka rozlała się na szerokość nie do ogarnięcia wzrokiem. Ostatni nocleg spędziliśmy naprzeciwko wioski Little Salmon.

Kolejne dni przyniosły spotkanie z historią – przy ujściu rzeki Teslin zatrzymaliśmy się w Hootalinqua, dawnym punkcie zaopatrzenia dla podróżnych. Drewniane chaty, powoli pochłaniane przez las, przypominały o ludziach, którzy kiedyś szukali tu szczęścia.

Wyzwania i niepewności

Przed wyprawą obawialiśmy się wielu rzeczy: nieprzewidywalnej pogody, chmar komarów, przewrócenia łodzi, przeprawy przez gigantyczne jezioro Laberge, a przede wszystkim spotkań z niedźwiedziami grizzly. Ale każdy taki lęk był częścią przygody – tego uczucia, że jesteś tylko ty, rzeka i dzika północ Kanady.

Dawson City – miasto legend

Po dwóch tygodniach spływu rzeka doprowadziła nas do Dawson City – miasteczka, które w czasie gorączki złota urosło w ciągu dwóch lat do 40 tysięcy mieszkańców. Dziś wygląda jak żywy skansen: drewniane saloony, domy pamiętające czasy pionierów i atmosfera, którą tak dobrze znamy z opowieści Londona.

Refleksja

Spływ Jukonem to nie tylko podróż przez dziką przyrodę, ale też spotkanie z historią, która wciąż unosi się nad tą rzeką. Każdy zakręt, każdy klif przypomina, że tysiące ludzi walczyło tu o swoje marzenia. A dla mnie – była to wyprawa życia, spełnienie dziecięcej fantazji i doświadczenie, które zostanie ze mną na zawsze.

Warto tez wskazać ze dodatkową atrakcją wyjazdu to:

Wyprawy tego typu rodzaju a spotkamy Gryźli, król niedźwiedzi uczą nas, że trzeba stale dokonywać wyborów, podejmować decyzje, dobrze i sprawnie współpracować z innymi. Trzeba myśleć, ale też mieć intuicję. Trzeba „napierać” aby przetrwać, ale też wiedzieć kiedy się zatrzymać. Każdego dnia Marcin Gienieczko w ramach szkolenia będzie rozmawiał przez godzinę czasu o funkcjonowaniu w zespole w ramach spływu , który ma za cel współprace zespołową.

Uwaga : każdy uczestnik wyjazdu podpisuje z organizatorem przed wyprawą oświadczenie które informuje o projekcie /spływie

Z poważaniem

Organizator wyjazdu/ Agencja Perdido Expedditions

Marcin Gienieczko

www.gienieczkoprojekt.pl e mail perdido@poczta.wp.pl

Tel 604 659 858

Zróbmy to razem!

Zapraszamy na spotkania autorskie z Marcinem  Gienieczko  gdzie  uczy zarówno ludzi biznesu ale i sportu jak zmotywować do dalszego ambitnego działania.

Całe życie jest egzaminem, który pokazuje, z jakiej gliny jest się zrobionym. Brian Tracy, zaliczany do najlepszych mówców zawodowych na świecie, powiedział kiedyś, że przemienienie się walczącego z charakterem wymaga nadzwyczajnych nakładów samodyscypliny. To prawda. Wielki triathlon przez Amerykę Południową, jak również wyścigi na rzece Jukon nauczyły mnie jednego: umiejętności rozwiązywania kryzysowych, nagłych sytuacji. Trzeba czasami przeczuwać wydarzenia, odrzucać pragmatyzm i zaufać własnej intuicji. Amazonka była tą wyprawą, podczas której nauczyłem się najwięcej, a przede wszystkim ciągłego szukania rozwiązań. Wyprawa z 2015 roku, jak i wielkie wyścigi nauczyły mnie profesjonalnego podejścia do poszczególnych założeń. Każdy z nas powinien przynajmniej raz w życiu znaleźć taką Amazonkę czy biegun, który nauczy nas niepoddawania się oraz umiejętności szybkiego reagowania w sytuacjach skrajnych. Potrzebne jest to w przetrwaniu z dnia na dzień w naszym codziennym życiu… Czasami, jak każdy człowiek, chcę się poddać, ale po takiej nauce nie potrafię tego zrobić.

Na bezpośrednim spotkani autorskim poruszany jest w programie temat edukacyjny mających na celu wzbogacenie osobowości, światopoglądu, ducha zespołowego i funkcjonowania w sytuacjach stresowych.

Pewna historia. Dziś pierwszy dzień wiosny. To zdjęcie jest dla mnie bardzo ważne. W 2022 roku podejmowałem pierwsza próbę  zdobycia szczytu Arktyki .Wówczas dostałem krzyżyk z napisałem ,,Svalbard Extreme”. Wówczas moja się nie powiodła. W 2023 roku była  druga próba ale  dopadł mnie sztorm, załamanie pogody i misja się nie powiodła. Tak jest już w Arktyce. Wówczas ratowano mi życie  więcej o tym w ,,Przeglądzie Sportowym”: https://przegladsportowy.onet.pl/alpinizm/dramatyczna-walka-polaka-o-przezycie-inspiracja-byla-laurka-od-syna/9w81bq3

Ten krzyżyk dostałem od  koleżanki Ani która  mocno kibicowała i wspierała  projekt logistycznie .Organizowała pozwolenia, transport  hostele, robili tłumaczenia  , gromadziła sprzęt itp. Obiecałem sobie ,że wcześniej czy później  dojdę na szczyt aby podziękować  Bogu za  wiele lat wyrzeczeń. Kiedy   12 marca wszedłem na szczyt. Wysłałem  tylko z nadajników  potwierdzenie ,ze jestem na szczycie. Następnie udało się zrobić  zdjęcia i krótki film dedykowany dla mojego syna Igora, który bardzo mi zaimponował jak sportowiec  kiedy przepłynęliśmy rzekę  Wisłę na czas. Gdyż dano temu  powiedział mi ważne słowa  -,,Tato ty mnie motywujesz”. Dla chłopca 14 letniego ważna jest inspiracja. Wielu rodziców zapomina  co ważne jest dla dziecka  myśląc o sobie wyłącznie.  Dla mnie przekaz dla dziecka czy też dzieci jest bardzo ważny. Dlatego tez ten projekt  jest przy współpracy  z Starostwem Powiatu Kętrzyńskiego  gdyż będę realizował program edukacyjny dla rodzin zastępczych. To wszystko ma znaczenie. Kiedy dotarłem   do Longyearbyen miałem pewien czas na przemyślenia .Stanąłem na  skrawku lodu nad zatoką  ,wziąłem krzyżyk, spojrzałem w niebo i rzuciłem w  morze. Mówiąc  misja  ta jest  zakończona. Dla mnie ten krzyżyk  miał duże znaczenie bo przed wyprawą go znalazłem w natłoku całego sprzętu i cały czas miałem w głowie  Svalbard. Widocznie było mi dane zamknąć ten rozdział. Może wyprawa nie została zrealizowana (ten pierwszy etap) ta jakbym chciał   ale wszystkiego nie da  się zrobić. W zeszłym roku były dwie wyprawy na wiosnę i nie udało im się zdobyć szczytu. Mimo przeciwności losu  stanąłem na tym szczycie spojrzałem w niebo i podziękowałem Bogu za wszystko. To był pierwszy etap wyprawy bo wiadomo projekt trwa o czym opisał  portal Onet. Dla tych którzy nie czytali polecam ten artykuł: https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/marcin-gienieczko-otrzymal-oficjalne-pozwolenie-na-przejscie-svalbardu/lp5crqy,07640b54

 

Teraz  krótki odpoczynek miedzy projektami  to czas na przemyślenia .Wiem jedno wyprawy zimowe to największe wyzwania jakie jest w eksploracji. Żadne inne projekty nie  są  tak ekstremalne jak projekty zimowe. Dlatego czasami tak trudno osiągnąć cel. Polecam wszystkim mini artykuł w Dzienniku  Bałtyckim , który przedstawia te moje zmagania:

https://dziennikbaltycki.pl/sniezne-pustkowia-svalbardu-bywaja-kaprysne-marcin-gienieczko-potrzebowal-wsparcia-w-wyprawie-na-gore-newtona/ar/c2p2-27380877

Po co to wszystko?

Odpowiedz jest w tych słowach:

– Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować – podkreślał  Jan Pawle II. Dla mnie te słowa są  bardzo ważnie one tez mnie motywowały ażeby  dotrzeć na szczyt.

Pragnę podszykować dla wielu osób za  zaangażowanie w tym I etapie projektu.

Dziękuje dla mojego syna Igora bo on mnie motywował ażeby  dopiąć  swego. Dla mojego Taty  Henryka Gienieczko dla  Kasi i Laury Cetnarowicz  oraz  dla Moniki ,Magdaleny Borzykowskiej za życzliwość. Dla moich parterów Kunert Mobile Homes, Prezesa Romana Kunert, dla Bawaria Motors ,Dziennika Batyckiego, Nieruchomości Strefa Premium z Gdyni, Starostwo Powiatowe w Kętrzynie, Magiczna Pławna, Eljacht, MSR  za super kuchenkę  do gotowania, zegarki.pl ,Gopro , Media Markt, firma Baltrade, Krudo Morze Nieruchomości z Koszalina, Gog Pro Eyewear. Dla mojego wydawcy  Novaeres oraz  dla Suprasat. Całkiem osobne podziękowania   śle wszystkim moim kibicom.

Co dalej?

Chwila odpoczynku  i napieramy dalej. Taki jest mój żywot. mg

Dzień 3

Lokalizacja: http://inreachlink.com/Z5MJTPB
Temperatura: -12°C
Pokonany dystans: 42 km

Dziś nie było łatwo. Jeden z zaczepów od sań się zepsuł, ale na szczęście udało się go naprawić. Czas wędrowania był znacznie dłuższy, bo musiałem nawigować, wyjmować GPS i kompas, a wszystko przez ogromną mgłę, która ograniczała widoczność. Mimo braku wiatru, warunki były naprawdę trudne – wilgoć sprawiała, że wszystko miałem mokre.

Jestem już tylko 500 metrów od lodowca. Jutro zamierzam na niego wchodzić, ale muszę przyznać, że towarzyszy mi wewnętrzna apatia. Każdy kolejny dzień jest pełen niepewności, a każda decyzja, nawet najmniejsza, staje się wyzwaniem. Nie wiem, co przyniesie jutro, ale wiem jedno – nie mogę się poddać, każdy dzień to nowa walka, napieram dalej!

📌 Śledź moją trasę tutaj: https://bit.ly/4hZ5EhJ

Dzięki partnerom, którzy wspierają tę wyprawę:
https://www.facebook.com/kunertmobilehomes

 https://www.facebook.com/BawariaMotors/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsGdansk/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsKatowice/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsJanki/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsPiaseczno/?locale=pl_PL
– https://www.facebook.com/share/1U5jggXLhd/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/14HYzh8XJp/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/18aNSRDgyG/?mibextid=wwXIfr

__
Tekst przygotowała Laura Cetnarowicz

#ArcticExpedition #Svalbard #PolarAdventure #WinterExpedition #SoloExpedition #ExtremeChallenge #SkiTouring #Survival #KunertMobileHomes #BMWBawariaMotors #Onet #MediaMarkt #DziennikBałtycki

Zapraszamy na spotkania autorskie z Marcinem  Gienieczko  gdzie  uczy zarówno ludzi biznesu ale i sportu jak zmotywować do dalszego ambitnego działania.

Całe życie jest egzaminem, który pokazuje, z jakiej gliny jest się zrobionym. Brian Tracy, zaliczany do najlepszych mówców zawodowych na świecie, powiedział kiedyś, że przemienienie się walczącego z charakterem wymaga nadzwyczajnych nakładów samodyscypliny. To prawda. Wielki triathlon przez Amerykę Południową, jak również wyścigi na rzece Jukon nauczyły mnie jednego: umiejętności rozwiązywania kryzysowych, nagłych sytuacji. Trzeba czasami przeczuwać wydarzenia, odrzucać pragmatyzm i zaufać własnej intuicji. Amazonka była tą wyprawą, podczas której nauczyłem się najwięcej, a przede wszystkim ciągłego szukania rozwiązań. Wyprawa z 2015 roku, jak i wielkie wyścigi nauczyły mnie profesjonalnego podejścia do poszczególnych założeń. Każdy z nas powinien przynajmniej raz w życiu znaleźć taką Amazonkę czy biegun, który nauczy nas niepoddawania się oraz umiejętności szybkiego reagowania w sytuacjach skrajnych. Potrzebne jest to w przetrwaniu z dnia na dzień w naszym codziennym życiu… Czasami, jak każdy człowiek, chcę się poddać, ale po takiej nauce nie potrafię tego zrobić.

Na bezpośrednim spotkani autorskim poruszany jest w programie temat edukacyjny mających na celu wzbogacenie osobowości, światopoglądu, ducha zespołowego i funkcjonowania w sytuacjach stresowych.

Pewna historia. Dziś pierwszy dzień wiosny. To zdjęcie jest dla mnie bardzo ważne. W 2022 roku podejmowałem pierwsza próbę  zdobycia szczytu Arktyki .Wówczas dostałem krzyżyk z napisałem ,,Svalbard Extreme”. Wówczas moja się nie powiodła. W 2023 roku była  druga próba ale  dopadł mnie sztorm, załamanie pogody i misja się nie powiodła. Tak jest już w Arktyce. Wówczas ratowano mi życie  więcej o tym w ,,Przeglądzie Sportowym”: https://przegladsportowy.onet.pl/alpinizm/dramatyczna-walka-polaka-o-przezycie-inspiracja-byla-laurka-od-syna/9w81bq3

Ten krzyżyk dostałem od  koleżanki Ani która  mocno kibicowała i wspierała  projekt logistycznie .Organizowała pozwolenia, transport  hostele, robili tłumaczenia  , gromadziła sprzęt itp. Obiecałem sobie ,że wcześniej czy później  dojdę na szczyt aby podziękować  Bogu za  wiele lat wyrzeczeń. Kiedy   12 marca wszedłem na szczyt. Wysłałem  tylko z nadajników  potwierdzenie ,ze jestem na szczycie. Następnie udało się zrobić  zdjęcia i krótki film dedykowany dla mojego syna Igora, który bardzo mi zaimponował jak sportowiec  kiedy przepłynęliśmy rzekę  Wisłę na czas. Gdyż dano temu  powiedział mi ważne słowa  -,,Tato ty mnie motywujesz”. Dla chłopca 14 letniego ważna jest inspiracja. Wielu rodziców zapomina  co ważne jest dla dziecka  myśląc o sobie wyłącznie.  Dla mnie przekaz dla dziecka czy też dzieci jest bardzo ważny. Dlatego tez ten projekt  jest przy współpracy  z Starostwem Powiatu Kętrzyńskiego  gdyż będę realizował program edukacyjny dla rodzin zastępczych. To wszystko ma znaczenie. Kiedy dotarłem   do Longyearbyen miałem pewien czas na przemyślenia .Stanąłem na  skrawku lodu nad zatoką  ,wziąłem krzyżyk, spojrzałem w niebo i rzuciłem w  morze. Mówiąc  misja  ta jest  zakończona. Dla mnie ten krzyżyk  miał duże znaczenie bo przed wyprawą go znalazłem w natłoku całego sprzętu i cały czas miałem w głowie  Svalbard. Widocznie było mi dane zamknąć ten rozdział. Może wyprawa nie została zrealizowana (ten pierwszy etap) ta jakbym chciał   ale wszystkiego nie da  się zrobić. W zeszłym roku były dwie wyprawy na wiosnę i nie udało im się zdobyć szczytu. Mimo przeciwności losu  stanąłem na tym szczycie spojrzałem w niebo i podziękowałem Bogu za wszystko. To był pierwszy etap wyprawy bo wiadomo projekt trwa o czym opisał  portal Onet. Dla tych którzy nie czytali polecam ten artykuł: https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/marcin-gienieczko-otrzymal-oficjalne-pozwolenie-na-przejscie-svalbardu/lp5crqy,07640b54

 

Teraz  krótki odpoczynek miedzy projektami  to czas na przemyślenia .Wiem jedno wyprawy zimowe to największe wyzwania jakie jest w eksploracji. Żadne inne projekty nie  są  tak ekstremalne jak projekty zimowe. Dlatego czasami tak trudno osiągnąć cel. Polecam wszystkim mini artykuł w Dzienniku  Bałtyckim , który przedstawia te moje zmagania:

https://dziennikbaltycki.pl/sniezne-pustkowia-svalbardu-bywaja-kaprysne-marcin-gienieczko-potrzebowal-wsparcia-w-wyprawie-na-gore-newtona/ar/c2p2-27380877

Po co to wszystko?

Odpowiedz jest w tych słowach:

– Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować – podkreślał  Jan Pawle II. Dla mnie te słowa są  bardzo ważnie one tez mnie motywowały ażeby  dotrzeć na szczyt.

Pragnę podszykować dla wielu osób za  zaangażowanie w tym I etapie projektu.

Dziękuje dla mojego syna Igora bo on mnie motywował ażeby  dopiąć  swego. Dla mojego Taty  Henryka Gienieczko dla  Kasi i Laury Cetnarowicz  oraz  dla Moniki ,Magdaleny Borzykowskiej za życzliwość. Dla moich parterów Kunert Mobile Homes, Prezesa Romana Kunert, dla Bawaria Motors ,Dziennika Batyckiego, Nieruchomości Strefa Premium z Gdyni, Starostwo Powiatowe w Kętrzynie, Magiczna Pławna, Eljacht, MSR  za super kuchenkę  do gotowania, zegarki.pl ,Gopro , Media Markt, firma Baltrade, Krudo Morze Nieruchomości z Koszalina, Gog Pro Eyewear. Dla mojego wydawcy  Novaeres oraz  dla Suprasat. Całkiem osobne podziękowania   śle wszystkim moim kibicom.

Co dalej?

Chwila odpoczynku  i napieramy dalej. Taki jest mój żywot. mg

Dzień 3

Lokalizacja: http://inreachlink.com/Z5MJTPB
Temperatura: -12°C
Pokonany dystans: 42 km

Dziś nie było łatwo. Jeden z zaczepów od sań się zepsuł, ale na szczęście udało się go naprawić. Czas wędrowania był znacznie dłuższy, bo musiałem nawigować, wyjmować GPS i kompas, a wszystko przez ogromną mgłę, która ograniczała widoczność. Mimo braku wiatru, warunki były naprawdę trudne – wilgoć sprawiała, że wszystko miałem mokre.

Jestem już tylko 500 metrów od lodowca. Jutro zamierzam na niego wchodzić, ale muszę przyznać, że towarzyszy mi wewnętrzna apatia. Każdy kolejny dzień jest pełen niepewności, a każda decyzja, nawet najmniejsza, staje się wyzwaniem. Nie wiem, co przyniesie jutro, ale wiem jedno – nie mogę się poddać, każdy dzień to nowa walka, napieram dalej!

📌 Śledź moją trasę tutaj: https://bit.ly/4hZ5EhJ

Dzięki partnerom, którzy wspierają tę wyprawę:
https://www.facebook.com/kunertmobilehomes

 https://www.facebook.com/BawariaMotors/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsGdansk/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsKatowice/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsJanki/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsPiaseczno/?locale=pl_PL
– https://www.facebook.com/share/1U5jggXLhd/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/14HYzh8XJp/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/18aNSRDgyG/?mibextid=wwXIfr

__
Tekst przygotowała Laura Cetnarowicz

#ArcticExpedition #Svalbard #PolarAdventure #WinterExpedition #SoloExpedition #ExtremeChallenge #SkiTouring #Survival #KunertMobileHomes #BMWBawariaMotors #Onet #MediaMarkt #DziennikBałtycki

Zapraszamy na spotkania autorskie z Marcinem  Gienieczko  gdzie  uczy zarówno ludzi biznesu ale i sportu jak zmotywować do dalszego ambitnego działania.

Całe życie jest egzaminem, który pokazuje, z jakiej gliny jest się zrobionym. Brian Tracy, zaliczany do najlepszych mówców zawodowych na świecie, powiedział kiedyś, że przemienienie się walczącego z charakterem wymaga nadzwyczajnych nakładów samodyscypliny. To prawda. Wielki triathlon przez Amerykę Południową, jak również wyścigi na rzece Jukon nauczyły mnie jednego: umiejętności rozwiązywania kryzysowych, nagłych sytuacji. Trzeba czasami przeczuwać wydarzenia, odrzucać pragmatyzm i zaufać własnej intuicji. Amazonka była tą wyprawą, podczas której nauczyłem się najwięcej, a przede wszystkim ciągłego szukania rozwiązań. Wyprawa z 2015 roku, jak i wielkie wyścigi nauczyły mnie profesjonalnego podejścia do poszczególnych założeń. Każdy z nas powinien przynajmniej raz w życiu znaleźć taką Amazonkę czy biegun, który nauczy nas niepoddawania się oraz umiejętności szybkiego reagowania w sytuacjach skrajnych. Potrzebne jest to w przetrwaniu z dnia na dzień w naszym codziennym życiu… Czasami, jak każdy człowiek, chcę się poddać, ale po takiej nauce nie potrafię tego zrobić.

Na bezpośrednim spotkani autorskim poruszany jest w programie temat edukacyjny mających na celu wzbogacenie osobowości, światopoglądu, ducha zespołowego i funkcjonowania w sytuacjach stresowych.

Pewna historia. Dziś pierwszy dzień wiosny. To zdjęcie jest dla mnie bardzo ważne. W 2022 roku podejmowałem pierwsza próbę  zdobycia szczytu Arktyki .Wówczas dostałem krzyżyk z napisałem ,,Svalbard Extreme”. Wówczas moja się nie powiodła. W 2023 roku była  druga próba ale  dopadł mnie sztorm, załamanie pogody i misja się nie powiodła. Tak jest już w Arktyce. Wówczas ratowano mi życie  więcej o tym w ,,Przeglądzie Sportowym”: https://przegladsportowy.onet.pl/alpinizm/dramatyczna-walka-polaka-o-przezycie-inspiracja-byla-laurka-od-syna/9w81bq3

Ten krzyżyk dostałem od  koleżanki Ani która  mocno kibicowała i wspierała  projekt logistycznie .Organizowała pozwolenia, transport  hostele, robili tłumaczenia  , gromadziła sprzęt itp. Obiecałem sobie ,że wcześniej czy później  dojdę na szczyt aby podziękować  Bogu za  wiele lat wyrzeczeń. Kiedy   12 marca wszedłem na szczyt. Wysłałem  tylko z nadajników  potwierdzenie ,ze jestem na szczycie. Następnie udało się zrobić  zdjęcia i krótki film dedykowany dla mojego syna Igora, który bardzo mi zaimponował jak sportowiec  kiedy przepłynęliśmy rzekę  Wisłę na czas. Gdyż dano temu  powiedział mi ważne słowa  -,,Tato ty mnie motywujesz”. Dla chłopca 14 letniego ważna jest inspiracja. Wielu rodziców zapomina  co ważne jest dla dziecka  myśląc o sobie wyłącznie.  Dla mnie przekaz dla dziecka czy też dzieci jest bardzo ważny. Dlatego tez ten projekt  jest przy współpracy  z Starostwem Powiatu Kętrzyńskiego  gdyż będę realizował program edukacyjny dla rodzin zastępczych. To wszystko ma znaczenie. Kiedy dotarłem   do Longyearbyen miałem pewien czas na przemyślenia .Stanąłem na  skrawku lodu nad zatoką  ,wziąłem krzyżyk, spojrzałem w niebo i rzuciłem w  morze. Mówiąc  misja  ta jest  zakończona. Dla mnie ten krzyżyk  miał duże znaczenie bo przed wyprawą go znalazłem w natłoku całego sprzętu i cały czas miałem w głowie  Svalbard. Widocznie było mi dane zamknąć ten rozdział. Może wyprawa nie została zrealizowana (ten pierwszy etap) ta jakbym chciał   ale wszystkiego nie da  się zrobić. W zeszłym roku były dwie wyprawy na wiosnę i nie udało im się zdobyć szczytu. Mimo przeciwności losu  stanąłem na tym szczycie spojrzałem w niebo i podziękowałem Bogu za wszystko. To był pierwszy etap wyprawy bo wiadomo projekt trwa o czym opisał  portal Onet. Dla tych którzy nie czytali polecam ten artykuł: https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/marcin-gienieczko-otrzymal-oficjalne-pozwolenie-na-przejscie-svalbardu/lp5crqy,07640b54

 

Teraz  krótki odpoczynek miedzy projektami  to czas na przemyślenia .Wiem jedno wyprawy zimowe to największe wyzwania jakie jest w eksploracji. Żadne inne projekty nie  są  tak ekstremalne jak projekty zimowe. Dlatego czasami tak trudno osiągnąć cel. Polecam wszystkim mini artykuł w Dzienniku  Bałtyckim , który przedstawia te moje zmagania:

https://dziennikbaltycki.pl/sniezne-pustkowia-svalbardu-bywaja-kaprysne-marcin-gienieczko-potrzebowal-wsparcia-w-wyprawie-na-gore-newtona/ar/c2p2-27380877

Po co to wszystko?

Odpowiedz jest w tych słowach:

– Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować – podkreślał  Jan Pawle II. Dla mnie te słowa są  bardzo ważnie one tez mnie motywowały ażeby  dotrzeć na szczyt.

Pragnę podszykować dla wielu osób za  zaangażowanie w tym I etapie projektu.

Dziękuje dla mojego syna Igora bo on mnie motywował ażeby  dopiąć  swego. Dla mojego Taty  Henryka Gienieczko dla  Kasi i Laury Cetnarowicz  oraz  dla Moniki ,Magdaleny Borzykowskiej za życzliwość. Dla moich parterów Kunert Mobile Homes, Prezesa Romana Kunert, dla Bawaria Motors ,Dziennika Batyckiego, Nieruchomości Strefa Premium z Gdyni, Starostwo Powiatowe w Kętrzynie, Magiczna Pławna, Eljacht, MSR  za super kuchenkę  do gotowania, zegarki.pl ,Gopro , Media Markt, firma Baltrade, Krudo Morze Nieruchomości z Koszalina, Gog Pro Eyewear. Dla mojego wydawcy  Novaeres oraz  dla Suprasat. Całkiem osobne podziękowania   śle wszystkim moim kibicom.

Co dalej?

Chwila odpoczynku  i napieramy dalej. Taki jest mój żywot. mg

Dzień 3

Lokalizacja: http://inreachlink.com/Z5MJTPB
Temperatura: -12°C
Pokonany dystans: 42 km

Dziś nie było łatwo. Jeden z zaczepów od sań się zepsuł, ale na szczęście udało się go naprawić. Czas wędrowania był znacznie dłuższy, bo musiałem nawigować, wyjmować GPS i kompas, a wszystko przez ogromną mgłę, która ograniczała widoczność. Mimo braku wiatru, warunki były naprawdę trudne – wilgoć sprawiała, że wszystko miałem mokre.

Jestem już tylko 500 metrów od lodowca. Jutro zamierzam na niego wchodzić, ale muszę przyznać, że towarzyszy mi wewnętrzna apatia. Każdy kolejny dzień jest pełen niepewności, a każda decyzja, nawet najmniejsza, staje się wyzwaniem. Nie wiem, co przyniesie jutro, ale wiem jedno – nie mogę się poddać, każdy dzień to nowa walka, napieram dalej!

📌 Śledź moją trasę tutaj: https://bit.ly/4hZ5EhJ

Dzięki partnerom, którzy wspierają tę wyprawę:
https://www.facebook.com/kunertmobilehomes

 https://www.facebook.com/BawariaMotors/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsGdansk/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsKatowice/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsJanki/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsPiaseczno/?locale=pl_PL
– https://www.facebook.com/share/1U5jggXLhd/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/14HYzh8XJp/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/18aNSRDgyG/?mibextid=wwXIfr

__
Tekst przygotowała Laura Cetnarowicz

#ArcticExpedition #Svalbard #PolarAdventure #WinterExpedition #SoloExpedition #ExtremeChallenge #SkiTouring #Survival #KunertMobileHomes #BMWBawariaMotors #Onet #MediaMarkt #DziennikBałtycki

Pewna historia. Dziś pierwszy dzień wiosny. To zdjęcie jest dla mnie bardzo ważne. W 2022 roku podejmowałem pierwsza próbę  zdobycia szczytu Arktyki .Wówczas dostałem krzyżyk z napisałem ,,Svalbard Extreme”. Wówczas moja się nie powiodła. W 2023 roku była  druga próba ale  dopadł mnie sztorm, załamanie pogody i misja się nie powiodła. Tak jest już w Arktyce. Wówczas ratowano mi życie  więcej o tym w ,,Przeglądzie Sportowym”: https://przegladsportowy.onet.pl/alpinizm/dramatyczna-walka-polaka-o-przezycie-inspiracja-byla-laurka-od-syna/9w81bq3

Ten krzyżyk dostałem od  koleżanki Ani która  mocno kibicowała i wspierała  projekt logistycznie .Organizowała pozwolenia, transport  hostele, robili tłumaczenia  , gromadziła sprzęt itp. Obiecałem sobie ,że wcześniej czy później  dojdę na szczyt aby podziękować  Bogu za  wiele lat wyrzeczeń. Kiedy   12 marca wszedłem na szczyt. Wysłałem  tylko z nadajników  potwierdzenie ,ze jestem na szczycie. Następnie udało się zrobić  zdjęcia i krótki film dedykowany dla mojego syna Igora, który bardzo mi zaimponował jak sportowiec  kiedy przepłynęliśmy rzekę  Wisłę na czas. Gdyż dano temu  powiedział mi ważne słowa  -,,Tato ty mnie motywujesz”. Dla chłopca 14 letniego ważna jest inspiracja. Wielu rodziców zapomina  co ważne jest dla dziecka  myśląc o sobie wyłącznie.  Dla mnie przekaz dla dziecka czy też dzieci jest bardzo ważny. Dlatego tez ten projekt  jest przy współpracy  z Starostwem Powiatu Kętrzyńskiego  gdyż będę realizował program edukacyjny dla rodzin zastępczych. To wszystko ma znaczenie. Kiedy dotarłem   do Longyearbyen miałem pewien czas na przemyślenia .Stanąłem na  skrawku lodu nad zatoką  ,wziąłem krzyżyk, spojrzałem w niebo i rzuciłem w  morze. Mówiąc  misja  ta jest  zakończona. Dla mnie ten krzyżyk  miał duże znaczenie bo przed wyprawą go znalazłem w natłoku całego sprzętu i cały czas miałem w głowie  Svalbard. Widocznie było mi dane zamknąć ten rozdział. Może wyprawa nie została zrealizowana (ten pierwszy etap) ta jakbym chciał   ale wszystkiego nie da  się zrobić. W zeszłym roku były dwie wyprawy na wiosnę i nie udało im się zdobyć szczytu. Mimo przeciwności losu  stanąłem na tym szczycie spojrzałem w niebo i podziękowałem Bogu za wszystko. To był pierwszy etap wyprawy bo wiadomo projekt trwa o czym opisał  portal Onet. Dla tych którzy nie czytali polecam ten artykuł: https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/marcin-gienieczko-otrzymal-oficjalne-pozwolenie-na-przejscie-svalbardu/lp5crqy,07640b54

 

Teraz  krótki odpoczynek miedzy projektami  to czas na przemyślenia .Wiem jedno wyprawy zimowe to największe wyzwania jakie jest w eksploracji. Żadne inne projekty nie  są  tak ekstremalne jak projekty zimowe. Dlatego czasami tak trudno osiągnąć cel. Polecam wszystkim mini artykuł w Dzienniku  Bałtyckim , który przedstawia te moje zmagania:

https://dziennikbaltycki.pl/sniezne-pustkowia-svalbardu-bywaja-kaprysne-marcin-gienieczko-potrzebowal-wsparcia-w-wyprawie-na-gore-newtona/ar/c2p2-27380877

Po co to wszystko?

Odpowiedz jest w tych słowach:

– Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować – podkreślał  Jan Pawle II. Dla mnie te słowa są  bardzo ważnie one tez mnie motywowały ażeby  dotrzeć na szczyt.

Pragnę podszykować dla wielu osób za  zaangażowanie w tym I etapie projektu.

Dziękuje dla mojego syna Igora bo on mnie motywował ażeby  dopiąć  swego. Dla mojego Taty  Henryka Gienieczko dla  Kasi i Laury Cetnarowicz  oraz  dla Moniki ,Magdaleny Borzykowskiej za życzliwość. Dla moich parterów Kunert Mobile Homes, Prezesa Romana Kunert, dla Bawaria Motors ,Dziennika Batyckiego, Nieruchomości Strefa Premium z Gdyni, Starostwo Powiatowe w Kętrzynie, Magiczna Pławna, Eljacht, MSR  za super kuchenkę  do gotowania, zegarki.pl ,Gopro , Media Markt, firma Baltrade, Krudo Morze Nieruchomości z Koszalina, Gog Pro Eyewear. Dla mojego wydawcy  Novaeres oraz  dla Suprasat. Całkiem osobne podziękowania   śle wszystkim moim kibicom.

Co dalej?

Chwila odpoczynku  i napieramy dalej. Taki jest mój żywot. mg

Dzień 3

Lokalizacja: http://inreachlink.com/Z5MJTPB
Temperatura: -12°C
Pokonany dystans: 42 km

Dziś nie było łatwo. Jeden z zaczepów od sań się zepsuł, ale na szczęście udało się go naprawić. Czas wędrowania był znacznie dłuższy, bo musiałem nawigować, wyjmować GPS i kompas, a wszystko przez ogromną mgłę, która ograniczała widoczność. Mimo braku wiatru, warunki były naprawdę trudne – wilgoć sprawiała, że wszystko miałem mokre.

Jestem już tylko 500 metrów od lodowca. Jutro zamierzam na niego wchodzić, ale muszę przyznać, że towarzyszy mi wewnętrzna apatia. Każdy kolejny dzień jest pełen niepewności, a każda decyzja, nawet najmniejsza, staje się wyzwaniem. Nie wiem, co przyniesie jutro, ale wiem jedno – nie mogę się poddać, każdy dzień to nowa walka, napieram dalej!

📌 Śledź moją trasę tutaj: https://bit.ly/4hZ5EhJ

Dzięki partnerom, którzy wspierają tę wyprawę:
https://www.facebook.com/kunertmobilehomes

 https://www.facebook.com/BawariaMotors/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsGdansk/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsKatowice/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsJanki/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsPiaseczno/?locale=pl_PL
– https://www.facebook.com/share/1U5jggXLhd/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/14HYzh8XJp/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/18aNSRDgyG/?mibextid=wwXIfr

__
Tekst przygotowała Laura Cetnarowicz

#ArcticExpedition #Svalbard #PolarAdventure #WinterExpedition #SoloExpedition #ExtremeChallenge #SkiTouring #Survival #KunertMobileHomes #BMWBawariaMotors #Onet #MediaMarkt #DziennikBałtycki

Dzień 3

Lokalizacja: http://inreachlink.com/Z5MJTPB
Temperatura: -12°C
Pokonany dystans: 42 km

Dziś nie było łatwo. Jeden z zaczepów od sań się zepsuł, ale na szczęście udało się go naprawić. Czas wędrowania był znacznie dłuższy, bo musiałem nawigować, wyjmować GPS i kompas, a wszystko przez ogromną mgłę, która ograniczała widoczność. Mimo braku wiatru, warunki były naprawdę trudne – wilgoć sprawiała, że wszystko miałem mokre.

Jestem już tylko 500 metrów od lodowca. Jutro zamierzam na niego wchodzić, ale muszę przyznać, że towarzyszy mi wewnętrzna apatia. Każdy kolejny dzień jest pełen niepewności, a każda decyzja, nawet najmniejsza, staje się wyzwaniem. Nie wiem, co przyniesie jutro, ale wiem jedno – nie mogę się poddać, każdy dzień to nowa walka, napieram dalej!

📌 Śledź moją trasę tutaj: https://bit.ly/4hZ5EhJ

Dzięki partnerom, którzy wspierają tę wyprawę:
https://www.facebook.com/kunertmobilehomes

 https://www.facebook.com/BawariaMotors/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsGdansk/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsKatowice/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsJanki/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsPiaseczno/?locale=pl_PL
– https://www.facebook.com/share/1U5jggXLhd/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/14HYzh8XJp/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/18aNSRDgyG/?mibextid=wwXIfr

__
Tekst przygotowała Laura Cetnarowicz

#ArcticExpedition #Svalbard #PolarAdventure #WinterExpedition #SoloExpedition #ExtremeChallenge #SkiTouring #Survival #KunertMobileHomes #BMWBawariaMotors #Onet #MediaMarkt #DziennikBałtycki

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.

Dzień 3

Lokalizacja: http://inreachlink.com/Z5MJTPB
Temperatura: -12°C
Pokonany dystans: 42 km

Dziś nie było łatwo. Jeden z zaczepów od sań się zepsuł, ale na szczęście udało się go naprawić. Czas wędrowania był znacznie dłuższy, bo musiałem nawigować, wyjmować GPS i kompas, a wszystko przez ogromną mgłę, która ograniczała widoczność. Mimo braku wiatru, warunki były naprawdę trudne – wilgoć sprawiała, że wszystko miałem mokre.

Jestem już tylko 500 metrów od lodowca. Jutro zamierzam na niego wchodzić, ale muszę przyznać, że towarzyszy mi wewnętrzna apatia. Każdy kolejny dzień jest pełen niepewności, a każda decyzja, nawet najmniejsza, staje się wyzwaniem. Nie wiem, co przyniesie jutro, ale wiem jedno – nie mogę się poddać, każdy dzień to nowa walka, napieram dalej!

📌 Śledź moją trasę tutaj: https://bit.ly/4hZ5EhJ

Dzięki partnerom, którzy wspierają tę wyprawę:
https://www.facebook.com/kunertmobilehomes

 https://www.facebook.com/BawariaMotors/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsGdansk/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsKatowice/

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsJanki/?locale=pl_PL

 https://www.facebook.com/BawariaMotorsPiaseczno/?locale=pl_PL
– https://www.facebook.com/share/1U5jggXLhd/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/14HYzh8XJp/?mibextid=wwXIfr
– https://www.facebook.com/share/18aNSRDgyG/?mibextid=wwXIfr

__
Tekst przygotowała Laura Cetnarowicz

#ArcticExpedition #Svalbard #PolarAdventure #WinterExpedition #SoloExpedition #ExtremeChallenge #SkiTouring #Survival #KunertMobileHomes #BMWBawariaMotors #Onet #MediaMarkt #DziennikBałtycki

Dzień 2

Temperatura: -8°C
Pokonany dystans: 30 km
 
Pierwsze dwa dni wyprawy za mną. Wczoraj udało się pokonać 12 km – dokładnie tyle, ile zakładałem na start. Warunki były wymagające, ale stabilne. Największym wyzwaniem pozostaje niepewność związana z niedźwiedziami – kilka dni temu widziano je w tej okolicy, więc czujność to podstawa. Dziś udało się przejść 18 km, a do doliny Sassendalen mam już tylko 5 km. Nie było wiatru, ale gęsta mgła mocno ograniczała widoczność. Warunki są nietypowe – jest ciepło i wilgotno, a śnieg przykleja się do nart, co utrudnia marsz. Codziennie biorę łyk wódki, żeby się rozgrzać i zdezynfekować usta. Jutro pobudka o 6:15 i ruszam dalej. Nie wiem, co mnie czeka, ale jedno jest pewne – tu nie ma miejsca na błędy.
Każdy kolejny kilometr to krok bliżej celu. Idę dalej.
📌 Śledź moją trasę tutaj: 🔗 https://bit.ly/4hZ5EhJ
__
Tekst przygotowała Laura Cetnarowicz
Ostatnie przygotowania przed startem. 

Jestem już na Svalbardzie i dopinam ostatnie szczegóły przed startem KUNERT MOBILE HOMES ARCTIC EXPEDITION 2025. Dzień był pełen przygotowań – potwierdziłem start wyprawy u gubernatora, kupiłem benzynę, zapłaciłem za broń i naładowałem odstraszacze na niedźwiedzie.

Niestety, dopadło mnie przeziębienie i musiałem wziąć antybiotyk. Stres rośnie, bo każdy dzień jest niepewny. Wyprawy polarne to zawsze wielka niewiadoma, a zimą ryzyko jest jeszcze większe. Boję się huraganów, bo mogą zatrzymać mnie na wiele dni, a czas gra tu ogromną rolę.

Jutro startuje. Każdy krok będzie walką z lodem, wiatrem i własnymi słabościami. Będę relacjonować swoją drogę tutaj – śledźcie mnie i trzymajcie kciuki!

📌 Śledź moją trasę tutaj: https://bit.ly/4hZ5EhJ

Dzięki partnerom, którzy wspierają tę wyprawę:

__
Tekst przygotowała Laura Cetnarowicz

Wyprawa po rekord – KUNERT MOBILE HOMES ARCTIC EXPEDITION 2025

Dziś otrzymałem oficjalne pozwolenie na przejście Svalbardu. Moja wyprawa, KUNERT MOBILE HOMES ARCTIC EXPEDITION 2025, to wieloetapowy projekt przez Arktykę. Pierwszym celem jest przejście dwóch dużych lodowców Lomonosovfonna oraz Filchnerfonna oraz zdobycie najwyższego szczytu Svalbardu Newtontoppen, z którego zamierzam zjechać na nartach. Chcę tego dokonać w kalendarzowej zimie, czego dotąd nikomu się nie udało.

W 2024 roku kilka osób próbowało zdobyć ten szczyt wiosną, w tym znany podróżnik Łukasz Supergam., który ma doświadczenie w zdobywaniu siedmiotysięczników i wraz z Mateuszem Waligórą przeszedł Grenlandię. Jednak z powodu ekstremalnych warunków pogodowych musiał zrezygnować – podobnie jak ja w 2023 roku. Moja obecna próba jest jeszcze bardziej wymagająca, ponieważ chcę dokonać tego samotnie. Aby ustanowić rekord, muszę rozpocząć wyprawę 5 lub 6 marca zakończyć ją do 21 marca, mieszcząc się w ramach kalendarzowej zimy. Przede mną porywiste wiatry dochodzące do prędkości 150 km/h ,szczeliny ,niedźwiedzie polarne oraz zamieć która dusi człowieka. Nazywa się to ,,biły wir”. Do przejścia 380 km.

To moja trzecia próba. W 2022 roku zabrakło mi sił i wytrzymałości. W 2023 roku prawie straciłem życie – burza śnieżna i sztorm uwięziły mnie na lodowcu, a norwescy ratownicy nie byli w stanie mnie ewakuować. Ostatecznie pogoda uniemożliwiła mi kontynuowanie wyprawy. Opis wyprawy z 2023: https://przegladsportowy.onet.pl/alpinizm/dramatyczna-walka-polaka-o-przezycie-inspiracja-byla-laurka-od-syna/9w81bq3

Teraz, po 1,5 roku przerwy, wracam, by ponownie zmierzyć się z wyzwaniem. Po ukończeniu ultramaratonu Łemkowyna Trail na dystansie 150 km, zdecydowałem, że jestem gotowy na kolejną próbę w Arktyce. Pierwszy etap to trawers środkowego Svalbardu. Następnie wrócę do Polski, by w drugiej połowie roku wystartować w wielkim triathlonie Północy. Wraz z żeglarzem Zbigniewem Gutkowskim przepłyniemy Bałtyk regatową łodzią, następnie przejadę 3000 km rowerem przez Szwecję i Norwegię, a potem jachtem dotrę ponownie na Svalbard, gdzie podejmę samotny trawers całego archipelagu. Aby to osiągnąć, najpierw muszę zdobyć szczyt i przemierzyć środkowy Svalbard w kalendarzowej zimie.

Oficjalny start projektu planowany jest na 1 marca 2025. Wyprawę będzie można śledzić na platformie: www.gienieczkoprojekt.pl

Projekt ma również wymiar społeczny – wspiera rodziny zastępcze na Warmii i Mazurach. Chcę, aby ta droga na szczyt była inspiracją dla moich synów i dla innych, by pokazać, że nie warto się poddawać i zawsze trzeba próbować ponownie. Jako członek Towarzystwa Przyjaciół Dzieci im. Janusza Korczaka, pragnę przekazać młodzieży, że wytrwałość jest kluczem do sukcesu, a pasja wymaga pielęgnacji, jak rybki w akwarium.

Wyprawa będzie także testem psychologicznym. Moje notatki i obserwacje zostaną przekazane Instytutowi Sportu jako wkład w rozwój mentalny sportowców. Znany psycholog sportowy Jarosław Suski twierdzi, że „ból psychiczny bywa gorszy niż złamane kości czy naderwane mięśnie”. Sport definiuje to, kim jesteśmy, a jego utrata może prowadzić do kryzysu tożsamości. Projekt ma na celu ukazanie, jak kluczowe jest mentalne przygotowanie i determinacja w dążeniu do celu, mimo wcześniejszych porażek.

Wielu z nas czasami się poddaje, ale warto pamiętać, że los nie jest przeciwko nikomu. Jeśli tego nie rozumiemy – poddajemy się. Jeśli rozumiemy – walczymy. Ja wybrałem walkę. A Ty?

Głównym partnerem projektu jest KUNERT MOBILE HOMES. Logistycznie wspiera BMW Bawaria Motors.

Ponadto projekt wspierają nartujące marki:

Strefa Premium z Gdyni , Media Markt , Baltrade, Krudo, Gopro ,MSR. Projekt wspiera wraz z Starostwem w Kętrzynie program rodzin zastępczych.



Wielki krok dla naszego projektu! 🚀

Z ogromną radością informuję, że firma KUNERT MOBILE HOMES została głównym partnerem ekspedycji, a przedsięwzięcie oficjalnie przyjęło jej nazwę – KUNERT MOBILE HOMES ARCTIC EXPEDITION 2025! 🌍❄

Prezes firmy, Roman Kunert, przyjął mnie z entuzjazmem i pełnym zaangażowaniem. Nie tylko wyraził chęć wsparcia, ale także aktywnie szukał sposobów, by pomóc w realizacji projektu.

KUNERT MOBILE HOMES to lider w produkcji domków mobilnych – całorocznych i sezonowych, z imponującą zdolnością produkcyjną przekraczającą 500 jednostek rocznie.

Nasze wartości łączą się w jednym – dom to podstawa w każdej podróży, a ta ekspedycja to połączenie sportu i eksploracji z niezawodnością mobilnych rozwiązań.

Dodatkowo prezes Roman Kunert jest właścicielem Holiday Golden Resort (holidaycamping.pl), gdzie będę miał możliwość przeprowadzenia mini zgrupowania sportowego z moim zespołem. To także idealne miejsce do testowania sprzętu oraz realizacji materiałów filmowych na potrzeby dokumentacji naszego projektu.

Ta współpraca to nie tylko wsparcie ekspedycji, ale długoterminowe zaangażowanie w rozwój sportu i eksploracji! Za okazane wsparcie i zaufanie – dziękuję! 🙏

📌 Więcej informacji o naszym partnerze:

🔗 KUNERT MOBILE HOMES

🔗 Holiday Golden Resort

📢 Już wkrótce więcej informacji o przygotowaniach! Śledźcie nasze działania! ⏳❄

Marcin Gienieczko

 

 

Jak realizuje się wielki projekt w Arktyce? Więcej w tym artykule.

 

 

 

     Z radością dzielę się z Wami wiadomością, że zostałem ambasadorem Bawaria Motors BMW! Po długich rozmowach Bawaria Motors została partnerem projektu w Arktyce. Mam już do dyspozycji samochód BMW X5 i otrzymałem ogromne wsparcie, za które dziękuję. Czuję się wyróżniony, że zostałem wybrany spośród wielu sportowców, a moje osiągnięcia sportowe zostały docenione. To dla mnie ogromny zaszczyt. Nasza współpraca dopiero się rozpoczyna, a maszyna jest naprawdę imponująca. Trzymajcie kciuki – czas na napieranie!.mg
Pozdrawiam

Partnerem projektu jest Eljacht

———————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Miło mi poinformować, że firma rowerowa KTM bike ind. której dystrybutorem w Polsce jest TRW Sport  z Krakowa  będzie wspierać mój projekt Arktyczny triathlon. Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=oyQ3qGc7wag

Dzięki uprzejmości firmy TRW Sport, oficjalnego dystrybutora marki rowerowej KTM bike ind. będę mógł zrealizować jeden z ambitniejszych projektów.

W Krakowie z rąk Pana Andrzeja Dymka, właściciela firmy odebrałem rower, którym zamierzam trochę przyjechać przez świat. Po zrealizowaniu ultra trail 150 km przez Beskid Niski jestem gotów zmierzyć się z nowym wyzwaniem. W trakcie projektu będę używał rower KTM Ultra 1964 PRO 29, którym zamierzam przejechać przez Skandynawię w temperaturze minus 30 stopni 3000 km. Będzie to duże wyzwanie, ale z marką KTM bike ind. damy rade.

Dziękuje dla TRW Sport za wsparcie i doping oraz docenienie moich sportowych ambicji.

———————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Podsumowanie: Lemkowyna Ultra Trail to jeden z najbardziej wymagających biegów w Polsce. W Beskid Niski co roku przyjeżdża elita Polskich biegaczy ultra. Kiedy byłem zimą na Rudawy Zimowy Festiwal Biegowy http://www.rudawy.pl/ gdzie wystartowałem na dystansie 60 km wówczas zapytałem się jednego z wytrawnych zawodników co myśli o dystansie 150 km Łemkowyna Trail ,stwierdził jednym zdaniem. -To najbardziej wymagający bieg w Polsce gdzie o ukończeniu jego decydują przede wszystkim: siła mentalna i głowa. Po tych słowach, które usłyszałem od wytrawnego biegacza ultra bardzo mi zależało ażeby dopiąć swego. W swoim życiu uprawiałem kilka dyscyplin sportowych : Triathlon, Tenis Stołowy czy Karate Tradycyjne ale biegi górskie najlepiej przygotowują kondycyjnie do dużych projektów sportowych a moim kluczowym celem jest trawers Arktyki w kalendarzowej zimie. Teraz po zrealizowaniu tego biegu wiem ,że organizm mój może dużo znieść. Ten bieg też wykazał ,że mam silną psychikę i kondycja jeszcze jest. Parę słów o biegu. Było to moje trzecie podejście do królewskiego dystansu. W 2022 roku miałem kontuzje kolana i na 100 km musiałem odpuścić .W 2023 źle wszystko przeanalizowałem i nie zmieściłem się w czasie. Tym razem lepiej się przygotowałem. Odbyłem jeden pól maraton leśny i długie 6 dniowe zgrupowanie sportowe w Hotelu Pegaz gdzie niedaleko hotelu na wysokości 800 m trenowałem. To wszystko spowodowało ,że lepszą miałam kondycje. Organizm był zaaklimatyzowany. Bieg Lemkowyna przebiega przez cały Beskid Niski z Krynicy Zdrój do Komańczy. Gps liczy około 154 km ale organizatorzy zapisują to jako 150 km. Załączam wam mapkę trasy. Link do tego ekstremalnego wyścigu tutaj: http://www.ultralemkowyna.pl/
Przewyższenia w trakcie tego wyścigu to 5860 m-5970 m trasa w górę i dół. Najcięższy etap jest przed Iwonicz Zdrój. Góra Cergowa w ciężkich warunkach atmosferycznych może złamać nie jednego biegacza. Limit czasu na cały wyścig to 35 godzin. Ja zrealizowałem to w 33 h 56 minut i 58 sek .Przed każdym punktem kontrolnym byłem zawsze 2 godziny przed limitem. Lemkowyna Ultra Trail był moim ostatnim punktem pośrednim do wielkiego projektu Trawersu Arktyki a dokładnie Svalbardu. Również tym biegiem zakończyłem z biegami ultra. Dla mnie został tylko jeden cel  Trawers Svalbardu!
Pozdrawiam,
Marcin Gienieczko

———————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Zrobiłem! Udało się zrobić najbardziej ekstremalny ,prestiżowy i wymagający Ultra bieg 150 km przez góry z przewyższeniami do 5000 tys metrów z Krynicy Zdrój do Komanczy przez Beskid Niski .To było moje trzecie podejście. Zawsze bieg mnie pokonał na 102 km, tym razem to ja pokonałem wszystko : 150 km   w 33 h I 58 minut. No stop bez spania, dwie samotne noce w górach. Łemkowyna Trail to bardzo wymagający bieg więcej  o tym biegu źródło: https://www.polskieradio.pl/10/3958/artykul/1878306,lemkowyna-ultra-trail-150-km-biegu-dla-prawdziwych-twardzieli
  W tym roku 86 zawodników się wycofało. Jak trudny to bieg przekonał się Adam Bielecki zdobywca K2 i Broad Peak zima ,który parę lat temu się również w tym wyścigu się wycofał.
Dziękuję dla Kasi i Adama za wsparcie. Rowniez dla Hotel Pegaz****  za super zgrupowanie sportowe. Wiem jedno jestem konsekwentny. Jeżeli mam cel postawie to go osiągnę,  czasami może to trochę potrwać to osiągnę. Ten bieg się rozgrywa w głowie a moja psychika jest silna . Siła powróciła .#lemkowynaultra #ultrabieg ps więcej opiszę w innym poście.
Pozdrawiam,
Marcin Gienieczko

———————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Sukces Igora Gienieczko i jego taty. Przepłynęli w canoe Wisłę. Więcej o tym tutaj 
Pozdrawiam,

———————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Spod Wawelu na Motławę. Ojciec i syn wyruszają razem w canoe na szlak Wisły

Marcin Gienieczko powraca na Wisłę po 24 latach, by przekazać pasję do wodnych podróży młodemu pokoleniu i zobaczyć, co się zmieniło w zakamarkach najdzikszej dużej rzeki Europy. Podróżnik zabiera na wyprawę 13-letniego syna Igora. A właściwie to Igor zabiera swojego tatę, bo to on jest pomysłodawcą tego projektu, motywatorem, a nawet organizatorem, gdyż pomagał w poszukiwaniu sponsorów. Wyprawa „Razem do celu” rozpocznie się w połowie lipca. Marcin i Igor zwodują canoe pod Wawelem w Krakowie i rozpoczną spływ w kierunku Gdańska, ku Motławie i nabrzeżu przy Narodowym Muzeum Morskim. Szlak podzielą na 11 odcinków – każdego dnia będą przemierzać od 70 do 85 km. Oznacza to, że do celu powinni dotrzeć po około dwóch tygodniach.
– Ta wyprawa to dla mnie wielkie wyzwanie. Chcę przekazać wszystko, czego się nauczyłem na rzekach. Igor od szóstego roku życia uprawia sport. Żeglował ze mną, pływał na canoe, biegał, chodził po górach, gra także w piłkę. Spływ Wisłą będzie naszym wspólnym doświadczeniem i treningiem mentalnym. W przyszłości planujemy także spłynąć razem rzeką Jukon na Alasce, na której byłem przewodnikiem – mówi Marcin Gienieczko.
Pierwszy dzień po starcie Marcin i Igor potraktują jak rozruch na wodzie. Później chcą płynąć coraz szybciej. – Cieszę się, że wiosłując po dziewięć godzin dziennie nie będziemy mieć z Igorem czasu na przeglądanie internetu w telefonach komórkowych. Skupimy się na obcowaniu z naturą, by w pełni zrozumieć, jak ważna jest w naszym życiu. Skupimy się także na budowaniu relacji między ojcem a synem. We współczesnym rozpędzonym świecie warto dbać o takie sprawy, a rzeka jest do tego najlepszym miejscem – mówi Marcin. – Chcę poznawać świat z tatą i robić to co on – dodaje Igor. – Wiem, że mogę się od niego wiele nauczyć. Poza tym chcę płynąć szybko, w sportowym stylu, bo czuję się bardziej sportowcem niż turystą.
Marcin Gienieczko przez 15 lat pływał jako bosman na Renie na tankowcach. Wie, jak bardzo różni się Wisła od uregulowanych rzek zachodniej Europy. Ma dzikie brzegi, zmienny nurt, liczne wiry, a od Tczewa dodatkowo spływ mogą utrudniać silne wiatry sięgające z wybrzeża w głąb lądu.
Projekt „Razem do celu” wspierają: Olsztyńskie Centrum Kajakarstwa, Gmina Kosakowo, Radio Wnet, Hotel „Pegaz”, Zegarki.pl i magazyn „Wiatr”. Wsparcie udzieli  żeglarz i manager  Rafał Kapler  i jego firma Ubrania Żeglarskie. Po zakończeniu tej ekspedycji Marcin Gienieczko rozpocznie przygotowania do styczniowej wyprawy na Svalbard – celem będzie zdobycie solo w kalendarzowej zimie najwyższego wzniesienia norweskiego archipelagu oraz zjazd na nartach trasą prowadzącą przez dwa niebezpieczne lodowe. Dla Marcina będzie to trzecia próba zdobycia tego szczytu.

———————————————————————————————————————————————————————————————————————————

18 czerwiec 2023.To idealny czas ażeby powiedzieć o dalszych planach. Jest taki moment w życiu człowieka ,że trzeba powiedzieć ,,Teraz albo nigdy’. Wybrałem się z moimi synami i rodzicami w miejsce bardzo ważne. To Westerplatte, symbol walki o prawdę i tożsamość. To tutaj w 1987 r Jan Paweł II powiedział ,wygłosił największy wykład motywacyjny świata jak nie można zdezerterować od własnych celów marzeń ambicji. Źródło https://www.youtube.com/watch?v=Tg5ciDOIyvo Jak bronić wartości i tożsamość. Dlatego z tego miejsca rozpocznę swoja ostatnią misje. ,,Ramię w ramię, z siostrą bratem W bój nierówny zmierzam”. Tam, gdzie moje Westerplatte .Tak będzie to moja ostatnia wyprawa bez względu czy się powiedzie czy nie. Wyprawę nazwałem ,, Expedition Nomad” . Ale już jako człowiek z doświadczeniem wiem ,że Bóg każe mi zrealizować to. Trzeba dokończyć to się zaczęło i nie tylko chodzi tu o projekt ale to co we mnie było od dziecka. Postanawiam rozbudować atak na Arktykę. Dostałem od moich parterów, sponsorów i przyjaciół zielone światło na ten projekt. Cały czas i trwają przygotowania do filmu. Nie pisze o tym ale to będzie. Już w sierpniu wlatuje do Nicea i Monaco na spotkanie z producentami którzy pomogę mi w produkcji tego dokumentu. Info: https://thomasjarrey.com/ Projekt jest duży i dla wielu Ludzi w tym dla dzieci. Rozpocznę płyniecie jachtem do Karlskrony z pod Westerplatte przez Bałtyk z moim kolega ,później przejadę rowerem zimą do Tromso-2100 km i następnie udam się na Svalbard ażeby zrobić w rekordowym czasie Longyearbyen- Szczyt Newtontoppen i Północny skrawek i powrót do Longyearbyen. Wszystko solo w kalendarzowej zimie. To jest mój cel i moja ambicja. Mój wewnętrzny Biegun. Nie będę więcej się na tym rozpisywał bo zauważyłem ,że nie ma sensu. Będę od dnia dzisiejszego dążył do tego tak długo aż osiągnę cel. Dziękuje wszystkim za wsparcie i życzenia i cóż mogę powiedzieć ,napieramy dalej bez celu nie istnieje i wy musicie mieć cel który da wam siłę. Świat kocha tych którzy idą śmiało pod wiatr. Mimo wszystko.
Pozdrawiam,
Marcin Gienieczko
———————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Wywiad Gazeta Olsztyńska:

— Szczęśliwy, że cały i zdrowy?
— Mam mieszane uczucia. Jako sportowiec nie osiągnąłem celu. Od szóstego roku życia uprawiam sport. Dziś mam 44 lata i poświęciłem eksploracji całe swoje życie. Outdoor i wyprawy to moja tożsamość. Burza śnieżna jednak nie pozwoliła mi dojść na najwyższy szczyt archipelagu Svalbard, czyli na Górę Newtona. Chciałem stanąć na szczycie w kalendarzowej zimie, ale nie udało mi się go zdobyć jeszcze tym razem. Zdobyłem jednak coś, czego bym się nie spodziewał. Okazało się, że w świecie, w którym wszyscy wszystkim pomawiają, również mnie, liczy się człowiek. Gdy okazało się, że przetrwałem, nawet wrogowie się do mnie odezwali i gratulowali. Dostałem zresztą dużo wiadomości. Nie pamiętam, kiedy wcześniej aż tyle do mnie przychodziło. Spędziłem 48 godzin na lodowcu, a później walczyłem o życie, to dziś wiem, że była to moja najważniejsza w życiu lekcja przetrwania.
— O twojej historii można rozmawiać albo od końca, kiedy ratownicy uratowali ci życie, albo od początku…
— Wolałbym od początku. Bo takie projekty jak wyprawa na Svalbard, to nie wzięcie nart pod pachę i ot tak wyjście w drogę. To lata przygotowań, co później się przydaje. Dziś jeszcze jestem na Svalbardzie. Koniec wyprawy skończył się w szpitalu. Miałem delikatne odmrożenia palca, stóp i nosa. Mam jeszcze cały czas pozdzierane kolana. Ale gdy myślę, że mogłoby już mnie nie być, to jest to pikuś.
— Lubisz zimę?
— Lubię wyzwania. Przepłynąłem Amazonkę, przeszedłem góry Mackenzie na dystansie tysiąca kilometrów, ale jednak bliższa mi jest daleka północ. Mieszkałem nawet trochę na Alasce i w Kanadzie. Wyprawy zimowe, a przede wszystkim z kalendarzowej zimie, czyli do 20 marca, to najwyższy stopień eksploracji i największe wyzwanie. Dla mnie również. Trzeba wtedy poznać wszystko od podszewki — warstwy śniegu czy wiatry, jakie mogą się pojawić. A pogoda zawsze lubi „mieć swoje na wierzchu” i tak było w tym przypadku. Ważna jest też wola walki i przetrwania, ale na szczęście przez wszystkie wyprawy budowałem w sobie poczucie, że nie mogę się poddać. Tak, psychika jest bardzo ważna w trudnych sytuacjach. Nie można dezerterować. Jak człowiek się podda, popada w apatię i to już początek końca. Tym razem byłem bardzo dobrze przygotowany. Zresztą zawsze powtarzam swoim synom, że nie ma złego ubrania, jest tylko złe przygotowanie. Wielokrotnie też mówiłem dzieciom, również z domów dziecka, że trzeba iść do przodu. Nie mogłem odpuścić.
— Nie byłeś w stanie przewidzieć pogody?
— Zdarzają się anomalie, które zaskakują. Tak było chociażby w 1996 roku, kiedy w czasie duże wyprawy na Mount Everest zginęło ośmiu himalaistów. Pogoda również nie zapowiedziała się w 1998 roku w czasie regat Sydney–Hobart. Żeglarzy zaskoczył wyjątkowo silny sztorm. Sześciu z nich zginęło. Tam najlepsi meteorolodzy zawsze analizują sytuację, a mimo to nie potrafili przewidzieć zderzenia dwóch frontów. Svalbard ma klimat morski, leży na Oceanie Arktycznym. W związku z tym może wydarzyć się tu wszystko — silne wiatry, ogromne mrozy, a przy tym panuje tu duża wilgotność. To trudny rejon do eksploracji.
— Dlaczego więc chciałeś akurat tam pojechać?
— W 2006 roku razem z kapitanem Remigiuszem Trzaską płynęliśmy z Tromso na Ziemię Franciszka Józefa. Opływaliśmy też Svalbard. Wówczas pomyślałem, że jeszcze kiedyś tu wrócę. Ta myśl zaczęła kiełkować i pewnego dnia zdecydowałem, że zmierzę się z tą wyspą na Oceanie Arktycznym, gdzie — co też ciekawe — występuje największa populacja niedźwiedzia polarnego. To region niebezpieczny jeszcze pod tym względem.
— Jednak nie niedźwiedź, a pogoda cię zaatakowała.
— Gdy pogoda zaczęła się psuć, myślałem, że złe przejdzie. Ale zaczęło się nasilać, a byłem tam sam i w dodatku na lodowcu. Zaczęło się robić naprawdę niebezpiecznie. W życiu miałem wiele sukcesów i wiele porażek. To wszystko budowało moją psychikę i poczucie, że mimo wszystko dam radę. Przetrwanie to przecież też zwycięstwo. W dodatku w czasie tej burzy śnieżnej myślałem też, że jestem w Norwegii, a Norwegowie to elita światowego ratownictwa. Tutaj co drugi Norweg rodzi z się nartami na nogach. Dla nich zdobycie bieguna północnego i południowego to norma. Mają w genach takie predyspozycje psychiczne i fizyczne. Ale gdy ci Norwegowie powiedzieli, że nie dadzą rady mnie ratować, że muszą się wycofać przez pogodę… zbladłem. Nie mogli dotrzeć skuterami i dwukrotnie śmigłowcem. Próbowali też podejść na nartach, ale nie byli w stanie, choć byli oddaleni o ok. 7 km. Powiedzieli mi to o godz. 23. Musiałem więc przetrwać noc sam. Wtedy już śnieg bardzo mocno zasypywał mi namiot. Wiało jak cholera. Te siedem godzin to były najdłuższe godziny w moim życiu! Akcja ratunkowa miała być wznowiona o szóstej rano. Ale póki — byłem w środku nocy polarnej! Co jakiś czas musiałem odkopywać namiot, żeby nie dać się zasypać. Pamiętam, że raz uklęknąłem, bo tak wiało, że nie byłem w stanie ustać, popatrzyłem w niebo i pomyślałem: „w jakiej ja jestem czarnej d…”. Byłem odcięty od wszystkiego. Jeśli Norwegowie nie byli w stanie mnie ratować, to warunki musiały być naprawdę koszmarne. Gdy jest się na miejscu, gdy adrenalina płynie w żyłach, trudno aż tak dokładnie ocenić swoją sytuację. Ale przychodzi moment, że do człowieka dochodzi, co się dzieje.
— Spałeś choć trochę?
— Leżałem, myślałem… Całe życie miałem przed oczami. W między czasie ratowałem namiot. Wiedziałem, że gdy zasnę, może mnie złapać hipotermia. Że mnie przysypie i tak skończę… Albo że go zerwie. Musiałem czuwać i pilnować namiotu. Bez niego nie miałbym szans. Namiot miał uszkodzony stelaż, więc nie było wesoło.
— Ale przecież przygotowywałeś się też na takie ekstrema.
— Przed wyprawą pojechałem do Olsztyna na spotkanie z Januszem Pawlakiem, instruktorem sztuki przetrwania i bardzo dobrym myśliwym. Tylko że siłę dało mi co innego. Mój syn Igor przed wyjazdem namalował mi laurkę. Napisał na niej: „tato, nie poddawaj się”. Mógł napisać cokolwiek, ale pomyślał, że to będzie dla mnie najlepsze. Laurkę, nawet przy dobrej pogodzie, mialem cały czas przy sobie – tak jak medalik Matki Boskiej. Gdy Norwegowie powiedzieli mi, że muszą się wycofać, wyjąłem tę laurkę, spojrzałem i powiedziałem sobie, że nie mogę się poddać. Zacząłem szukać pomysłu na przetrwanie.
— Tylko jak myśleć logicznie w takich warunkach?
— Było minus 37 stopni, a wiatr wiał z siłą 144 km/h. W namiocie wszystko wręcz chodziło. O drugiej w nocy wpadłem na pomysł, żeby zrobić murek wokół namiotu. I to był strzał w dziesiątkę, bo wiatr uderzał właśnie w niego. Śnieg z kolei, gdy sypał na namiot, nie uklepywał się na nim. Wiatr go zdmuchiwał. Ten murek był moim sukcesem! Ale gdy kopałem, żeby go usypać, nie mogłem złapać tchu, dusiłem się wręcz. Tak wiało, że odcinało mi dopływ tlenu. Zmieniałem pozycję, stawałem tyłem do wiatru. Cały czas walczyłem.
— Wrócisz zdobyć Svalbard?
— Myślę, że tak. Nie lubię zostawiać niedokończonych zadań. Chciałbym skończyć to, co zacząłem. Wyprawa na Svalbard chciałem ukoronować pewien etap swojego życia. Będę dalej walczył mocniejszy o nowe doświadczenia. Chcę po prostu postawić kropkę. Dziekuje dla Megadron, News24 , Fundacji Andrzeja Kobylarza,Supra sat .Dziekuje dla Lukasza Gacek Lukasz Jeszke,Kacper Jurak Aneta Opala Adam Wisniewski . Więcej o mim projekcie i tutaj na oficjalnej stronie: https://gienieczkoprojekt.pl/
Pozdrawiam,
Marcin Gienieczko
 —————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————-

Moje sanie i cały sprzęt o wartości 40 tys. zł został na lodowcu. Została tam też broń.

Była to próba przejścia częsci Svalbardu w kalendarzowej zimie.
Czy odzyskamy sprzęt? Tego jeszcze nie wiemy. Wczoraj Łukasz Gacek i 4 innych napieraczy próbowali ale zatrzymała ich fatalna pogoda na lodowcu.Nadal są ciężkie warunki i Łukasz może to potwierdzić.
Moje życie było zawsze poszukiwaniem tożsamości. Przeżyłem sztormy na Morzu Beringa, ciężkie chwile na Amazonce czy w górach Mackenzie. Miałem spektakularne sukcesy, ale i wielkie porażki.
Swoją misję rozpocząłem w 1997 r. Miałem wówczas 19 lat i jechałem rowerem dookoła Polski (na czas). Wówczas doświadczyłem pierwszej sytuacji losowej, która wpłynęła na moje plany. Na południu Polski panowały w tamtym czasie powodzie, które uniemożliwiały mi realizację projektu zgodnie z zamierzonym wcześniej planem. Moja mama powiedziała wtedy „Będziesz musiał nie raz zmierzyć się z taką sytuacją synu …”.
Jako osobę ambitną zawsze mnie boli brak osiągnięcia celu. Pamiętam sytuację, gdy np. Andrzej Bargiel próbował zdobyć MtEverest i silny wiatr też krzyżował jego plany. Dlaczego tak się dzieje? To są wyzwania w naturze. Ale to też jest coś, co kochamy.
Mógłbym teraz pracować na statku jako zastępca kapitana i żyć w luksusie finansowym. Kapitanowie dzwonią do mnie i proszą „wróć”. Ale ja nie robię tego wszystkiego w życiu dla sławy i kasy. Po prostu pewne rzeczy przeklinam, ale z taką samą intensywnością kocham.
Od 25 lat rywalizuję i udowadniam sobie i światu do czego zdolny jest człowiek. Na wszystkich szczeblach pokazuję również co to znaczy mieć tożsamość. Jestem trochę już zmęczony, ale nie na tyle, ażeby nie spróbować jeszcze raz.
Tu, na Svalbardzie, to nie była zwykła burza. To szkwał, który zakręcił wszystkimi. Dzięki tej lekcji uwierzyłem w jedno, że liczy się człowiek i że są na świecie dobrzy ludzie. Wiele razy w swoim życiu pomagałem ludziom dorosłym i bezbronnym dzieciom. Teraz Bóg pomógł mnie. Każdy, kto mnie zna, ten wie, że jestem osobą głęboko wierzącą. https://youtu.be/H0CLozZo1NI Powtarzam często, że czy to na morzu czy na Arktyce – nie ma tu ateistów.
Rozczarowanie wewnętrzne boli. Dziś udzieliłem dużego wywiadu dla norweskiej stacji. Będzie dostępny w piątek. To nie będzie story o zdobywaniu, ale o miłości, dzieciach i o tym dlaczego ambitni polarnicy mają na nartach rysunki swoich dzieci … To zdjęcie tutaj z laurką od mojego syna jest bardzo wymowne.
Pragnę podziękować Łukasz Gacek. Łukasz to super dobry człowiek. To Mistrz w narciarstwie . Podziękowania za pomoc dla Wojtek Moskal, Adam Wiśniewski, Karolina Karas, Aneta Opała, News24, Patrycja Sibilska. Również dla Dziennika Bałtyckiego red Rusieckiego.
Podziękowania dla mojej Rodziny. Podziękowania dla moich synów.
Dziękuję ratownikom z Norwegii oraz wszystkim mediom w Polsce i na świecie. W sumie około 47 tytułów w Polsce i 9 tytułów angielsko- norweskich przedstawiło tę sprawę.
Sprawa nie byłaby tak „medialna”, gdyby nie elita norweskich ratowników. Kiedy najlepsi z najlepszych ( a tu na Svalbardzie nie ma przypadkowych ludzi tego pokroju) mówią do słuchawki telefonu satelitarnego: „Musisz przetrwać. Nie dotrzemy do ciebie. Wiatr wieje 120 km na godzinę na dole u nas”
( tyle pokazywały GPSy, plus śnieżyca i brak widoczności) to wtedy wszyscy zrozumieli, że to nie są to żarty.
Czasami trzeba trochę stracić, żeby więcej zyskać … ( ps. tych których zawiodłem przepraszam).
Nadal mam swoją tożsamość, a za bycie prawdziwym w dzisiejszym świecie dużo się płaci.
Marcin
Zapraszamy też na FB Marcina : https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin
 —————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————-

Marcin uratowany 

Marcin jest już bezpieczny. Dzięki wspólnej akcji ratunkowej i bliskich jest już w szpitalu na badaniach. 
Więcej informacji na stacji News24. Niebawem jak tylko Marcin przejdzie wszelkie procedury i badania w szpitalu, zapewne połączy się na żywo. 

Poniżej z przed chwili wywiady z bliskimi Marcina.

https://fb.watch/jbXDUI5kPp/


Zapraszamy też na FB Marcina : https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin
 —————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————-

Trwa akcja ratunkowa Marcina 

TRWA AKCJA RATUNKOWA Marcina Gienieczko na Arktyce.
Marcin żyje, użył radioboji, jest świadomy swojego położenia i oczekuje na pomoc.
Burza śnieżna uniemożliwia dalsze działania na Svalbardzie. Wiejący z prędkością 144 km/h wiatr, opady śniegu i temperatura minus 36 stopni od 2 dni uniemożliwiają wyjście Marcina z namiotu. Niestety sanie prawdopodobnie zostały zupełnie zasypane, tym samym Marcin stracił zapasy paliwa i jedzenia ( te które ma przy sobie wystarczą na 1,5 doby),nie wytrzymał także stelaż namiotu, jedynego schronienia Marcina, nadal stoi tylko jego część.
Wszystkie służby ratunkowe zostały powiadomione, cały zespół Marcina wraz z rodziną są z nimi w stałym bezpośrednim telefonicznym kontakcie. Służby ratunkowe potwierdziły, że pogoda uniemożliwia poderwanie helikoptera, jednak ratownicy wyruszyli już na skuterach śnieżnych. Nie wiadomo kiedy dotrą na miejsce ze względu na pogodę, przewiduje się, że za około 3 godziny. Będą w kontakcie również z Marcinem za pośrednictwem telefonu satelitarnego. Znalezienie Marcina w tej chwili umożliwia tylko system GPS, ponieważ widoczność jest bardzo słaba ( Marcin poinformował, że nie widzi swojej dłoni, po wyciągnięciu jej przed siebie).
Cały zespół skupia się na ratowaniu Marcina i postępuje według ustalonych procedur.
Stacja News24, główny partner wyprawy informuje na bieżąco o postępach akcji ratunkowej.
Powiadomienia SPOT działają. Jest łączność. Marcin żyje, ma stały kontakt ze swoją trenerką mentalną Panią Anetą Opałą.
WAŻNA INFORMACJA!!! ZESPÓŁ PROSI O NIE ODPISYWANIE NA WIADOMOŚCI WYSŁANE Z NADAJNIKA. ZBYT DUŻA ILOŚĆ WIADOMOŚCI BLOKUJE DROŻNOŚĆ SYSTEMU, A TA JEST KLUCZOWA.
Zespół zapewnia:
„ŚCIĄGNIEMY MARCINA BEZPIECZNIE DO DOMU, dajcie nam czas” i dodaje: „Jesteśmy RAZEM, działamy.”
Reszta zespołu wspiera Marcina każdego dnia mentalnie i medialnie.
Tu znajdziesz trasę Marcina : http://gtracker.jurak.pl/
Zapraszamy też na FB Marcina : https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin
 —————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————-

Gienieczko w drodze na szczyt 

Za nami trzeci dzień wyprawy „News24 Svalbard Extreme Expedition’. Marcin pokonał już 52 km trasy, dziś zamierza dotrzeć do czoła lodowca, warunki pogodowe jeszcze dziś znośne, temperatura -18 do -20 C. Jest w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Największym wyzwaniem jest wysoka wilgotność powietrza, brak możliwości skutecznego suszenia odzieży. Wczoraj wieczorem na swojej drodze napotkał przeszkodę w postaci zbiornika wody, musi go obejść, zmodyfikować trasę przemarszu. Idzie dzielnie od wczesnych godzin porannych. Dziś będzie się starał zwiększyć dystans do pokonania bo już jutro pogoda zmieni się diametralnie. W piosence żeglarskiej było 10 stopni w skali Beauforta- u Marcina będzie 12! Wiatr ma wiać jutro z prędkością 40 m na sekundę, co daje 144 km na godzinę. Prawdopodobnie Marcin przeczeka ten moment w namiocie. Pomoc w nawigowaniu pogody zapewnia codziennie Adam Wiśniewski przyjaciel i partner sportowy Marcina, członek zespołu oraz Wojciech Moskal (ur. 1958) – polski podróżnik, oceanolog i polarnik.
Reszta zespołu wspiera Marcina każdego dnia mentalnie i medialnie.
Tu znajdziesz trasę Marcina : http://gtracker.jurak.pl/
Zapraszamy też na FB Marcina : https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin
 

——————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Marcin Gienieczko wystartował  

Dziś 05.03.2023r. wystartowała wyprawa Marcina Gienieczko pod nazwą „News24 Svalbard Exterme Expedition” jako głównego patrona medialnego wyprawy. Marcin pokonał około 14 km trasy liczącej 340km celem dotarcia do szczytu Nevtona, odcinek ten pokonał przy sprzyjającej pogodzie, temperatura oscylowała w granicach -20 stopni, wiatr sprzyjający 8-9m/s, bez opadów. Jutro następny odcinek trasy, oby pogoda sprzyjała.
Poniżej track Marcina oraz relacje z dzisiejszego dnia.

——————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————


Marcina Gienieczko rusza na Svalbard 

Zrobić wielki rekord w Arktyce czyli życiowy cel Marcina Gienieczko

Marcin Gienieczko sportowiec ekstremalny dziennikarz i pisarz robi kolejny projekt sportowy wyrusza z Trójmiasta aby podbić Arktykę. Chce kontynuować tradycje polarne Polskich zdobywców Bieguna Północnego Marka Kamińskiego i Wojciecha Moskala.

Ostatnia misja ,czyli Svalbard Extreme Rekord. W dniu 3 marca 2023 roku wyruszam na Svalbard w celu ustanowienia rekordu w tej części Arktyki. To wyprawa czysto sportowa i ściganie się w naturze. Od kiedy zobaczyłem ten materiał nie mogę spać spokojnie: https://www.youtube.com/watch?v=9qTtY2m7aVE

Mój projekt będzie wyglądał następująco .Pragnę też na wstępie zaznaczyć ,że to jest moja ostatnia misja i postanowiłem iść w tym przypadku na całość. Albo coś robić na maksa albo wcale. Postanowiłem ,że skupię się na Północy. Dlaczego? Zrozumiałem ,że Arktyka jest bardziej wymagająca i ekstremalna ale mniej przewidująca niż Biegun Południowy. Moje myśli były zawsze gdzieś tam. Ponadto uzmysłowiłem sobie ,że Svalbard jest mi bardzo bliski tak jak góry Mackenzie i idealne miejsce na dokonanie czegoś wielkiego. Źródło TVP wywiad ze mną : https://www.tvp.info/59937860/zimowa-wyprawa-przez-arktyke

Wylatuje 3 marca na Svalbard. Aktualnie trenuję ciężko(basen, siłownia, biegi ,sauna itp.)Załatwiam transport -cargo. Razem z żołnierzami z Formozy odbywam szkolenie z nawigacji około 6 lutego a 18 lutego mam sportowy egzamin czyli bieg przez góry na dystansie 60 km. To pozwoli mi przygotować się kondycyjnie poprzez rywalizację .Mój cel jest następujący .Dokonać w arktycznej zimie przejścia samotnie na trasie Longyearbyen–szczyt Newtontoppen i powrót. Dystans około 340 km. Wejść samotnie na szczyt i zjechać na nartach ze szczytu wszystko to chcę robić przed 20 marca czyli przed nastaniem kalendarzowej wiosny. Wybitny prekursor wypraw zimowych Andrzej Zawada mówił do polskich himalaistów ,,Zrób coś w prawdziwej kalendarzowej zimie a powiem ci jakim jesteś himalaistą” .Trzymając się tego uzasadnienia chcę właśnie to zrobić w tym terminie ale jako polarnik. Wojciech Moskal ekspert od wypraw polarnych dobry sojusznik i zdobywca Bieguna Północnego odradza ten termin gdyż jeszcze nie jest tak dużo światła czytaj słońca zdecydowanie zimniej, wietrznie i niebezpiecznie. Ale też rozumie moją ambicję i determinację. Moskal pomaga mi w organizacji tego projektu. Trasa mojej wyprawy wygląda miej więcej tak: http://gtracker.jurak.pl/

Cel tej wyprawy też jest taki aby ustanowić szybkie przejścia w tym terminie i w czasie czyli w 15 dni na nartach solo. Czy się misja uda? Tego nie wiem. Ale na tym nie koniec gdyż to I cześć Extreme Svalbard. Ale jeżeli by się udało byłby to bardzo dobry sukces sportowy. Chcę stanąć na szczycie ,moim wewnętrznym Biegunie.

Moim celem jest stanąć dla dzieci z Pomorskiego Hospicjum na Szczycie i zdać historyczna relacje ze szczytu z telefonu satelitarnego wyłącznie relacje dla Radia Gdańsk.

Będzie to pierwsza taka relacja w historii podboju Arktyki. Aktualnie przygotowuje do tego specjalistyczny telefon satelitarny wraz z bateriami. Gdzie po wyjecie telefonu mama zamiar podłączyć te baterie(działające do minus 50 stopni będzie to bardzo ryzykowne ale ze miałem do czynienia z dziennikarstwem będzie to histeryczna relacja reporterska ) i zdać relacje i powiedzieć ,,Jestem na szczycie i dedykuje to dla wszystkich dzieci aby marzenia się z spełniały”. Czy tak będzie?….Na morzu i Arktyce nie ma planowania ale cel trzeba mieć konkretny.

Później wracam do Longyearbyen. Zostawiam sanie na Svalbardzie z całym sprzętem ,organizuję transport kutra na grudzień i wracam do Polski .Stosuje takie same rozwiązanie jak w Ameryce Południowej. Źródło Radio Gdańsk: https://radiogdansk.pl/wiadomosci/2021/08/18/marcin-gienieczko-o-triathlonie-przez-ameryke-poludniowa-swojej-ksiazce-i-podrozniczych-oponentach/

Najpierw przepłynąłem dopływ Amazonki Rio Napo ,później zostawiłem cały sprzęt w Ambasadzie Polskiej w Peru i po 9 miesiącach wróciłem aby zrobić trawers Ameryki Południowej przepływając Amazonkę w canoe robiąc cały trawers. W lipcu przeprowadzam jako przewodnik na canoe na górskiej rzece na Alasce grupę osób .Być może też zabiorę młodzież na ta wyprawę w ramach resocjalizacji . Od swoich urodzin 18 czerwca 2023 będę mieszkał już w górach niedaleko Krynicy Zdrój. Tam będzie moja baza. W listopadzie pobiegnę na Lemkowynie na dystansie 150 km przez góry a 1 grudnia 2023 wracam na Svalbard i zamierzam przejść nocą Svalbard solo z Południa na Północ od przylądka Sorkapp tutaj przetransportuje mnie niewielki kuter rybacki i zostawi nocą , następnie ruszę do Polskiej Stacji Hornsund a później do Longyearbyen i dalej już podobną trasą jak na szczyt do przylądka Północy Verlegenhunken i powrót tym samym szlakiem do Longyearbyen .Dystans około 700 km solo arktyczna nocą .Jak wygląda taka wyprawa może przedstawić ten materiał filmowy gdzie legenda eksploracji polarnej Borge Ousland i Mike Horn dokonali przejścia nocą przejścia Arktyki: źródło https://www.youtube.com/watch?v=C0e_eLhQ1x8

Po co to wszystko?

Chodzi o pokonywanie barier, bo dziś wszystko już praktycznie zostało zdobyte. Chodzi o to, aby pokonywać własne słabości i pokazywać też innym, do czego jest zdolny człowiek, jak wiele ma do powiedzenia i jak wiele wyrzeczeń może kosztować taki projekt. To może być przykładem dla wielu ludzi, że nie trzeba być synem wielkiego prezesa, żeby robić wielkie rzeczy . Jestem osobą bardzo wierzącą i wierzę w to, że jeżeli Bóg mi pomoże, to ja muszę spłacić wobec innych ten dług czyli wspierać Pomorskie Hospicjum i inne instytucje związane z dziećmi- Mówi Marcin Gienieczko

W wyprawę mojej zaangażowały się instytucje sportowe, projekt pod patronatem PKOL ale też będzie sprawdzenie i test z przetrwania w najtrudniejszej porze roku w Arktyce ale i ustanowienie rekordu przejścia Svalbardu. Zaangażowani w projekt są psycholodzy, psychiatrzy a późniejszy raport zostanie przedstawiony dla Instytutu Sportu oraz NASA- Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej – agencja rządu Stanów Zjednoczonych odpowiedzialna za narodowy program lotów kosmicznych .Projekt jest dedykowany również dla Towarzystwa Przyjaciół Dzieci gdzie jestem członkiem tej organizacji od maja 2019 roku. To już postanowione .Bedzie też wykonany film dokumentalny być może do Neflixa jako podsumowanie całej mojej działalność sportowo, eksploracyjnej i życiowej czytaj prywatnej. Po tej misji kończę karierę sportowca podróżnika ekstremalnego. Mój metabolizm spada ale i również motywacja. Nie interesuje mnie bycie drugim lub trzecim lecz tylko pierwszym a podróżowanie mnie wcale nie kreci lecz sportowe wyzwania. Zapytany wybitny bramkarz Wojtek Szczęsny czy będzie grał w piłkę w 2026 roku odpowiedział że nie. Ja też wiem kiedy jest koniec pewnej misji w moim życiu. Nie mniej jednak będę mógł to teraz zrobić. Teraz skupiam się na tej misji. Jest we mnie coś co nie daje żyć spokojnie i żeby żyć spokojnie w różnych innych sprawach zawodowych czy prywatnych musze dokończyć to co zacząłem dawno temu. Człowiek który jest niespełniony jest człowiekiem jest nieszczęśliwym. Od 1997 roku ścigam się ze sobą ,walczę i chce pewien etap życia zamknąć tak jak Maciej Berbeka. Po wejściu na Broad Peak Maciej Berbeka dowiaduje się, że jego sukces nie jest tak wielki, jak się spodziewał. Po 25 latach postanawia zmierzyć się z przeszłością i dokończyć to, co rozpoczął źródło : https://www.youtube.com/watch?v=ILh1hoiq0Jg

Pragnę podziękować wszystkim za wsparcie zwłaszcza dla News24 ,że mamy podobna misje życiową co pokazywania dzieciom ze ,,Niemożliwe nie istnieje”

Przypominają mi się słowa wybitnego poszukiwacza przygód : cytat ,,Poszukiwana załoga na niebezpieczną wyprawę. Płace niskie. Straszliwe zimno. Długie miesiące w zupełnej ciemności. Bezpieczny powrót mało prawdopodobny. W przypadku sukcesu – honor i sława”. Dziś jest ktoś, kto chce powtórzyć wyczyn autora ogłoszenia – Ernest Henry Shackleton?

To jest bardzo ważne, w dzisiejszych czasach ,ze jednostki ludzkie muszą poprowadzić tłum i pokazać, że niemożliwe nie istnieje – zaznaczył Gienieczko.

——————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Przede mną ostatni ,,egzamin” w drodze do wielkiej wyprawy polarnej która mam zrealizować w 2023 roku. Rozmawiam z najpoważniejszymi osobami w Polsce o tym….Ale teraz to bieg 150 km przez góry przez Beskid Niski słynnym już w Polsce ,czerwonym szlakiem. Powiem wam ze mi również robi wrażenie ten dystans….To juz jest cos. Założenie ukończyć 150 km w 30 h. Robię to ażeby być najlepiej przygotowanym do swojego głównego wyzwania .Niemniej to mój ostatni etap przygotowań, który sam w sobie jest ekstremalny. http://www.ultralemkowyna.pl/trasy/lemkowyna-ultra-trail-150 Wcześniej biegły tutaj różne osoby którzy nie jedno już zdobyli a jednak nie ukończyli tego dystansu .Na 127 km odpadł Adam Bielecki zdobywca ,,Broad Peak” zima. To wymagający bieg, zwłaszcza ten dystans. Ja chce zrobić tak zwanego Hattrick. W 2018 roku ukończyłem na dystansie 70 km .W 2021, 103 km a teraz dystans królewski. Zresztą to nie bieg po asfalcie czy na dystansie 60 km. To już długi bieg dwie nocy w lesie, wychłodzenie i wiele problemów ze stopami, liczne odciski i trzeba mieć mocno głowę ażeby złe fluidy nie namówiły Ciebie do dezercji. Będziemy napierać .Wszystko się może zdarzyć, aktualnie przechodzę odpowiednie treningi. Bieg 22 października 2022. Przedstawiam wam trasę biegu z przewyższeniami Trasa Krynica Zdroj-Komancza. #ekstremum #lemkowyna #biegigorskie Nigdy się nie poddam .W moim przypadku poddać się to stracić tożsamość a na to mnie już nie stać zresztą uwielbiam walczyć .Wtedy czuje się w siódmym niebie. W każdej walce….Wiem ,ze mój profil ogląda wielu MOICH wrogów i to mnie podnieca ,że oni oglądają (troją się na wszystkie sposoby aby mi zrobić krzywdę, a ja mam ich w dupie) a ja wciąż żyje ,dysze i napieram. Mimo wszystko.To ode mnie zależy czy się poddam czy nie a nie od kogoś. Pamiętam jak dla syna w książce napisałem ta dedykacje -Zawsze walcz do końca, a gdy dopadną Cię trudne chwile, to pamiętaj, że jedyną obroną jest robić swoje, dopóki sił starczy. O swej sile decydujesz tylko Ty. Twój umysł, Twoja wola, ambicja i motywacja. Pamiętaj, idź zawsze z Bogiem, bo z Bogiem raźniej. mg #bieg #lemkowyna https://www.youtube.com/watch?v=cwhirEmOthM ps ostatnio pomyślałem cholera jak skończę te wszystkie wojny to będę się trochę kurcze nudził…
Pozdrawiam,
Marcin Gienieczko
——————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Przygotowuje się do dużego sportowego wyzwania : biegu na królewskim dystansie 150 km przez góry w 30 godzin. Bieg Lemkowyna 2022 będzie ostatnim punktem przygotowującym do moich projektów polarnych. Ukończyłem już bieg z tego cyklu na dystansie 70 km i 102 km. Teraz czas na królewski dystans. Jak ciężki to bieg przedstawia to jeden z biegaczy w ciekawej audycji .Więcej o tym tutaj https://www.polskieradio.pl/10/3958/Artykul/1878306,Lemkowyna-Ultra-Trail-150-km-biegu-dla-prawdziwych-twardzieli  Również tego biegu nie ukończył wybitny himalaista Adam Bielecki z powodu kontuzji. Bedzie to duże wyzwanie sportowe.

Pozdrawiam, Marcin Gienieczko

Scroll Up